W trwającym sezonie Mierzejewski nie walczy o mistrzostwo. Tak było w Polsce, Turcji a ostatnio Arabii Saudyjskiej. Al-Sharjah, jedenasty klub ligi Zjednoczonych Emiratów Arabskich, martwi się raczej o utrzymanie, a nie grę w azjatyckich pucharach. I choć Polak robi co może – w 13 meczach zdobył dwie bramki i zanotował sześć asyst – „Królowie” nie mają żadnych szans na tron. – Dorzuciłem jeszcze pięć goli w pucharze, więc dramatu nie ma, ale na pewno planowałem strzelić kilka bramek więcej. Trochę mnie to boli, że zagraża nam spadek, plan był inny, ale co zrobić… Do końca sezonu zostało jeszcze kilka spotkań i zamierzam coś dorzucić – mówi nam Mierzejewski.

Wolność dla… żony

Do położonej na przedmieściach Dubaju Szardży olsztynianin przeniósł się latem. Z powodów finansowych musiał rozwiązać kontrakt z Al-Nassr i po dwóch sezonach wybrał przeprowadzkę do sąsiadujących z Arabią Emiratów. – Pożegnaliśmy się w bardzo elegancki sposób. Podaliśmy sobie ręce, wszystko zostało rozliczone. Do dziś zresztą mam kontakt z szefami Al-Nassr. Kto wie czy jeszcze kiedyś tam nie zagram – wyjaśnia „Mierzej”, który już zimą mógł wrócić do Arabii, ale nie do Al-Nassr, a do mistrza kraju – Al-Ahli. Kilka telefonów wykonali także szejkowie z Qatar Stars League, ligi katarskiej. – Nową umowę mogę podpisać już teraz, bo obecna wygasa w czerwcu, ale postanowiłem zostać do końca i powalczyć o wygraną w pucharze krajowym – deklaruje 30-latek.

Rijad od Szardży dzieli ponad tysiąc kilometrów i mniej więcej taka jest różnica między życiem w obu miastach. Arabia Saudyjska to przecież kraj, który należy do najbardziej tradycyjnych w świecie islamu i pozostaje skrajnie radykalny w stosunku do niemuzułmanów. Emiraty natomiast kuszą otwartością, przepychem i perspektywami. W tym ośmiomilionowym państwie zaledwie milion mieszkańców może się poszczycić rdzennym rodowodem. – Szczególnie inne jest tu postrzeganie reguł szariatu – mówi Adrian i wyjaśnia: „W Arabii moja żona Małgosia nie mogła sama prowadzić samochodu albo iść z kolegą na kawę, a tu czuje się jak Europejka. Robi co chce i jak chce. Po przeprowadzce na pewno jej ulżyło. Emiraty po prostu pachną zachodem”.

Powrót do kraju? Czemu nie!

Mierzejewski poza Polską występuje od sześciu lat. Trzy spędził w Turcji, dwa w Arabii Saudyjskiej; obecny sezon jest jego szóstym na obczyźnie. – Wiele wskazuje na to, że zostanę tu na dłużej. Gdyby Al-Nassr zaproponował mi dziesięcioletni kontrakt, to bym go podpisał. Poznałem Arabów, czuję się wśród nich dobrze. Niedawno mogłem jechać do Turcji, ale nie zdecydowałem się na to ze względu na sytuację w kraju. Chociaż temat może wrócić, jeżeli wszystko się tam uspokoi – mówi kapitan Al-Sharjah, który co jakiś czas myśli o powrocie do… Polski. – Swoje zarobiłem, nie muszę patrzeć tylko na pieniądze. Gdyby na przykład zgłosił się polski klub, moglibyśmy porozmawiać. Wyjazd do ojczyzny na pewno ucieszyłby moją rodzinę, mi natomiast dałby szansę pokazania swoich umiejętności selekcjonerowi Adamowi Nawałce, który chyba o mnie zapomniał – dodaje.

Właśnie reprezentacja Polski jest dla Mierzejewskiego tematem delikatnym. Po raz ostatni był powołany ponad trzy lata temu, na debiutanckie zgrupowanie Adama Nawałki. Od tego czasu trener regularnie pomija ofensywnego pomocnika, który przecież co sezon imponuje liczbami. – Nikt mi nie powie, że to dlatego, iż wyjechałem do Arabii. Bo pierwszy raz Nawałka pominął mnie, gdy leciałem z Trabzonsporem na mecz 1/16 Ligi Europy z Juventusem Turyn. Później w kadrze grali Łukasz Szukała, który występował w Arabii, Krzysiek Mączyński z Chin czy Thiago Cionek z Serie B. Ja nie – tłumaczy z żalem.

Nie chce się jednak poddawać, bo w jego kolekcji spełnionych marzeń brakuje tylko jednej pamiątki. – Zagrałem w Ekstraklasie, zostałem najlepszym piłkarzem ligi, do dziś należy do mnie rekord transferowy. Występowałem w Lidze Mistrzów, w Lidze Europy, zdobyłem mistrzostwo kraju. Zadebiutowałem w kadrze i zagrałem na Euro 2012. Brakuje mi tylko występów na Mundialu. Wiem, że będzie o to szalenie trudno, ale przecież nigdy nie powinno się mówić „nigdy”. Póki mam siły, będę walczył – deklaruje.