W walce o utrzymanie zmierzą się zespoły, które po sezonie zasadniczym zostały sklasyfikowane na 9. i 10. pozycji. Ostatnie miejsce z dorobkiem punktu zajęła SMS PZHL U20 Sosnowiec, ale zgodnie z regulaminem ta drużyna nie może zostać zdegradowana.

 

Nesta Mires i MH Automatyka rozegrały ze sobą do tej pory sześć spotkań, z których cztery zakończyły się triumfem torunian. - Uważam, że te zespoły prezentują zbliżony poziom. Oba wysoko wygrały jeden mecz, natomiast pozostałe cztery potyczki były bardzo zacięte. Jedna zakończyła się zwycięstwem różnicą dwóch trafień, a w trzech o triumfie decydowała jedna bramka. Dlatego szanse obu drużyn w play out oceniam 50 na 50 - dodał Tutaj.

 

Dwie pierwsze konfrontacje, w piątek i niedzielę, odbędą się w Toruniu, natomiast gospodarzem dwóch następnych meczów, które rozegrane zostaną w kolejny piątek i niedzielę, będą gdańszczanie. W ekstralidze zostanie drużyna, która wygra cztery spotkania. Najpóźniej spadkowicz zostanie wyłoniony 15 marca.

 

- Nesta Mires zajęła wyższe od nas miejsce, dlatego ma przewagę własnego lodowiska. W przypadku konieczności rozegrania pięciu bądź siedmiu meczów to rywale będą gospodarzem jednej potyczki więcej. W piątek postaramy się jednak odebrać im ten atut. Na pewno mamy podstawy do optymizmu, bo po przyjściu trenera Andrieja Kowaliowa, który zastąpił Petera Ekrotha, znacznie poprawiły się zarówno gra jak i wyniki zespołu - zapewnił.

 

Pomimo ogromnej stawki beniaminek ekstraligi uda się na pierwszy mecz dopiero w piątek. - Do Torunia nie jest daleko. Rano odbędziemy rozjazd we własnej hali i pięć godzin przed spotkaniem wyjedziemy do Torunia. Po drodze planujemy krótką przerwę na kawę, aby dwie godziny przed pierwszą syreną zameldować się w obiekcie przeciwnika. Po meczu wracamy do Gdańska, w sobotę mamy normalny treningi i w niedzielę zamierzamy powtórzyć piątkowy schemat - wyjaśnił.

 

W play out beniaminek ekstraligi nie wystąpi jednak w najsilniejszym składzie. Do gry gotowy jest co prawda bramkarz Tomasz Witkowski, który z powodu kontuzji kolana opuścił pod koniec sezonu zasadniczego kilka spotkań, ale trener Kowaliow nie będzie miał już do dyspozycji Jana Stebera. Mający polskie obywatelstwo czeski napastnik przeszedł na początku lutego operację łąkotki.

 

W dodatku za bójkę w ostatnim meczu w Katowicach z Tauronem GKS na dwie potyczki został zdyskwalifikowany drugi w punktacji kanadyjskiej hokeista Automatyki Phillip Nasca.

 

Absencja Amerykanina wymusi zmiany w poszczególnych formacjach. Wszystko wskazuje na to, że w drugim ataku razem ze Szwedem Adrianem Kastel Dalhem i Mateuszem Gościńskim pojawi się Szymon Marzec. Gotowy do gry jest również czeski napastnik Petr Polodna, którego zabrakło w ostatniej potyczce w Katowicach.

 

- W jednym ze starć we wcześniejszym meczu w Gdańsku z Unią Oświęcim Polodna odczuł ból w kolanie. Nie chcieliśmy ryzykować i dlatego daliśmy mu w następnym spotkaniu wolne. Wszystko jest już w porządku, bo od niedzieli Petr trenuje na pełnych obrotach i jego występ w Toruniu nie jest zagrożony. Z czasem walczy natomiast obrońca Patry Wsół. Kapitan młodzieżowej reprezentacji Polski ma uszkodzone więzadła w stopie i mamy nadzieję, że zdoła wykurować się na trzeci mecz w Gdańsku - stwierdził.

 

W gdańskim klubie w spotkaniach z Nestą Toruń liczą nie tylko na umiejętności zawodników, ale także na ich szczególne zaangażowanie w walce o utrzymaniu.

 

- Większość chłopaków to nasi wychowankowie, którzy wrócili do Gdańska i nie chcą się już stąd ruszać. Dobrze widzą jak klub, z którym są emocjonalnie związani, rozwija się, a jego organizacja stoi na coraz wyższym poziomie. Poza tym zżyci z Gdańskiem są także nasi obcokrajowcy, jak chociażby Steber czy Adam Skutchan. Ojciec tego drugiego Roman był przez wiele lat czołowym hokeistą Stoczniowca - podsumował Tutaj.