Karolina Owczarz: Przede wszystkim chciałam pogratulować wyniku. Chyba nie mógł Pan sobie wyobrazić lepszego wyjazdu do Belgradu?

Marcin Lewandowski: Dla mnie ten sezon stał pod jednym wielkim znakiem zapytania. Z powodu choroby straciłem miesiąc z trzymiesięcznego okresu przygotowań. Tak naprawdę sytuację uratowała Zuzia, dla której zdecydowałem się biegać i oddać całe swoje wynagrodzenie, aby pomóc w jej leczeniu. Okazało się, że na mityngu wywalczyłem przy okazji drugi wynik w Europie i to zmotywowało mnie do dalszego działania. W związku z tym pojechałem na mistrzostwa Europy i w rezultacie wywalczyłem złoty medal na dystansie 1500 metrów!

Te mistrzostwa były dla Pana wyjątkowe, ponieważ przez chwilę był Pan podwójnym złotym medalistą na dwóch różnych dystansach.

Faktycznie czegoś takiego w historii jeszcze nie było. Najważniejsze jednak, że Adam Kszczot wywalczył złoto na dystansie 800 metrów i medal trafił do Polski. Cieszę się, że dorzuciłem się do worka z medalami. Jest to świetne uczucie.

Czy finał był dla Pana ciężki?

Muszę przyznać, że był to tak naprawdę bieg pode mnie. Moim koronnym dystansem jest osiemset metrów, ale tempo biegu było dość spokojne i można było się spodziewać, że ostatnie czterysta metrów będzie należało do mnie. Udowodniłem, że liczę się na tym dystansie i mam nadzieję, że będzie tak również w przyszłości.

 

Cała rozmowa z Marcinem Lewandowskim w załączonym materiale wideo