Krzysztof Wanio: Michał, gratulacje dla Ciebie. To było chyba od dawien dawna najtrudniejsze wyzwanie, pełny mecz, niezwykle trudny przeciwnik. Opowiedz, w jakim etapie przygotowania byłeś dziś wchodząc na boisko tu, w Atlas Arenie.

Michał Winiarski: Zgadza się. Miałem trzytygodniową przerwę w grze. Swój ostatni mecz rozegrałem ostatnio w Gdańsku. Był to w dodatku tylko jeden set. Pojawiły się u mnie wówczas jakieś problemy mięśniowe i musiałem nieco popracować, aby odbudować się fizycznie. Czuję, że w dalszym ciągu jestem jeszcze trochę wolny i dziś moimi atutami były raczej serce i intuicja, niż forma fizyczna. Pozytywem dla mnie jest jednak fakt, że rozegrałem dziś całe spotkanie i niewiele brakowało, a mogliśmy pokusić się nawet o zwycięstwo. Szkoda.

Dobrze radziliście sobie w przyjęciu, jak i w bloku. Szczerze mówiąc można było odnieść wrażenie, że w obronie graliście lepiej od rywala. Przez jaki element gry w takim razie ponieśliście porażkę?

Moim zdaniem mecz przegraliśmy w końcówce trzeciego seta. Pierwsze dwa sety pokazały, że ten kto trafi z zagrywką ten wygrywa. Trzeci set był decydujący, bo jak było widać, szliśmy łeb w łeb. Myślę, że to było kluczowe. Przeciwnicy grali pod koniec spotkania już bardziej na luzie, a my mieliśmy niewiele do powiedzenia.

Oglądając spotkanie "z boku" można było odnieść wrażenie, że nie najlepiej funkcjonuje Wasz środek i Wasza gra oparta była raczej na skrzydłach. Jak to wyglądało w odniesieniu do założeń taktycznych sztabu szkoleniowego?

Nigdy nie byliśmy zespołem, który gra dużo środkiem. Tak naprawdę na wyniku zaważyły niuanse. Pozostało nam pojechać do Włoch i powalczyć. Teraz możemy tam zagrać zupełnie na luzie. Sport niejednokrotnie pokazywał, że można wyjść nawet z najcięższych opresji. Cały czas w nas wierzymy.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.