Już zawsze będę pamiętał tę scenę, gdy w Klagenfurcie - w czasie EURO 2008 - Łukasz Podolski po ostatnim gwizdku spotkania Polska - Niemcy założył koszulkę Mariusza Lewandowskiego. Nigdy nie wstydził się Białego Orła. Wtedy w meczu ME strzelił nam dwa gole, jednak specjalnie się nie cieszył. Ba, nawet przyznał: - Większość mojej rodziny ma mi za złe... Z wszystkimi się jednak wyściskał w bocznym sektorze boiska, choć rzeczywiście zdecydowana większość z nich miała polskie trykoty. - Oj dużo biletów musiałem załatwić na ten mecz - wspominał z szelmowskim uśmiechem.

Wyjechał z rodzicami do Niemiec jako dwuletnie dziecko. Mieszkał w Bergheim pod Kolonią. W każdej wolnej chwili kopał piłkę. - Ukształtowało mnie podwórko - przyznaje. Ten autentyzm na boisku i w wypowiedziach został do dziś. Aby grać w trampkarzach FC Koeln musiał jechać dwie godziny - autobusem, tramwajem i w końcu pieszo docierał do boiska treningowego. Nic nie mogło go zatrzymać. Jako nastolatek stał się rewelacją w Kolonii. W wywiadzie dla "Kickera" wspomina: - Gdyby miałem 17 lat, rozmawiał ze mną selekcjoner reprezentacji Polski... To był Jerzy Engel, któremu kontakt ułatwił Tomasz Kłos - wówczas obrońca FC Koeln. Jednak Łukasz zaznacza: - Już wówczas byłem zdecydowany na reprezentację Niemiec. Grałem dla reprezentacji Niemiec od zespołu do lat 15, przez każdą drużynę juniorów. Aż do pierwszej reprezentacji.

Zadebiutował w pierwszej reprezentacji Niemiec tuż przed finałami EURO 2004. I grał przez 13 lat! Kapitalnie zaprezentował się w finałach Mundialu 2006 roku, gdy strzelił 3 gole i został wybrany najlepszym piłkarzem młodej generacji. O klasie "Poldiego" przekonaliśmy się - o czym już wspominałem - w finałach EURO 2008. Grał również na Pucharze Konfederacji 2005, Mundialu 2010, EURO 2012 i Mundialu 2014, a także EURO 2016 (łącznie wystąpił w 8 turniejach, licząc finały MŚ, EURO i Puchar Konfederacji, w których zaliczył 31 spotkań - 12 goli i 5 asyst). Na dwóch ostatnich imprezach pojawił się na boisku już tylko incydentalnie (54 minuty w Brazylii i 19 minut we Francji). - Zawsze jednak czułem się członkiem drużyny - wspomina w "Kickerze" w wywiadzie z Karlheinz Wildem - Czy byłem w pierwszym składzie, czy na ławce rezerwowych. Cieszę się, że przeszedłem tę drogę. Nie ma przypadku, że w 2014 roku zdobyliśmy mistrzostwo świata. Aby jednak sięgnąć po tytuł, musieliśmy zebrać doświadczenie. W Brazylii zespół był niesłychanie zgrany i to też zaprocentowało...


- Jaka będzie reprezentacja Niemiec bez rutyniarza i dowcipnisia Podolskiego? - pada pytanie do Łukasza.
- Coż, zabraknie "dychy" (z takim numerem grał najczęściej) i zabraknie tej niepowtarzalnej atmosfery. A tak - teraz "dychę" zakłada Mesut Oezil.
- Będzie odpowiedzialny za atmosferę?
- Oj będzie mu ciężko (ze śmiechem).


Podolski w każdym momencie do wszystkiego podchodził z uśmiechem. - Futbol to przyjemność - mówi "Kickerowi" -  Mimo presji, a może właśnie przez tę odpowiedzialność trzeba zarazem dbać o odpowiednie podejście - z zadowoleniem. Dla mnie futbol to był dar od Boga, że mogłem w niego grać. To dlatego zawsze grałem i trenowałem z pasją, miłością i radością. Nigdy nie byłem jednak "clownem na przerwę", jak gdzieś przeczytałem. To hasło pozbawione respektu. Przy całym moim nastawieniu do żartów, doskonale zdawałem sobie sprawę, kiedy trzeba pokazać werwę, zaangażowanie, podejść na serio, aby odnieść sukces.

W Dortmundzie zagra po raz 130 - to trzecie miejsce na liście wszech czasów reprezentacji Niemiec. Strzelił 48 goli, co też daje mu trzecie miejsce na liście wszech czasów. Dziennikarze policzyli, że jest rekordzistą również, jeśli chodzi o rolę jokera. Wchodził na boisko 41 razy. - Przecież w piłce człowiek gra w pierwszym składzie, ale także schodzi z boiska, czy wchodzi na nie w trakcie spotkań. Kadra Niemiec to nie grupa odpustowa, a 23 topowych piłkarzy. I Podolski przez tyle lat do niej należał - puentuje swoją rolę jokera.