Najpierw odpadła ZAKSA, po niej Skra, a dzień później Resovia. Mistrzów Polski wyeliminowali Rosjanie z Biełgorodu, a Skrę i Resovię drużyny włoskie, Cucine Lube Civitanova i Azimut Modena. W tym ostatnim przypadku bliższe prawdy byłoby jednak stwierdzenie, że dokonał tego Francuz, Earvin Ngapeth.

 

Tym samym sen o potędze polskiej klubowej siatkówki został brutalnie rozwiany. W finałowym turnieju Ligi Mistrzów nie zobaczymy najlepszych zespołów PlusLigi, które mogą mieć pretensje tylko do siebie.

 

Wydawało się, że największe szanse ma ZAKSA, ale po pierwszym secie wygranym w Biełgorodzie  później było już tylko gorzej. Siatkarze z Kędzierzyna Koźle przegrali wyjazdowe spotkanie 1:3 i by doprowadzić do „złotego seta” w rewanżu musieli wygrać w podobnym stosunku. Niestety stało się inaczej, Rosjanie mający w swoich szeregach między innymi Dmitrija Muserskiego i Siergieja Tietuchina nie pozwolili sobie wyrwać awansu i raz jeszcze okazali się lepsi w rywalizacji z mistrzami Polski.

 

Niestety widać wyraźnie brak w Zaksie francuskiego przyjmującego Kevina Tillie, który w miniony poniedziałek przeszedł w Nicei operację kontuzjowanego barku i na pewno w tym sezonie już go na boisku nie zobaczymy. A czy w kolejnym wróci do Kędzierzyna Koźle ? Zdecydowanie zbyt wcześnie na odpowiedź.

 

Jeśli ktoś chciałby jednak na przykładzie tego właśnie zawodnika udowodnić, że siatkówka jest najbardziej zespołową z gier, to okazja jest znakomita. I zdaje się, że Ferdinando De Giorgi, włoski  szkoleniowiec Zaksy, a za chwilę pierwszy trener naszej reprezentacji ma tego świadomość „Fefe” zbudował dobrze funkcjonujący mechanizm, ale jak widać ma problem z częściami zamiennymi. Zobaczymy teraz jak Zaksa radzić sobie będzie w finałowej fazie rozgrywek PlusLigi. Nie wykluczam, że może mieć problemy, choć najgroźniejsi rywale też nie stanowią monolitu.

 

Chociażby Skra, która w LM miała najtrudniejszego przeciwnika. Cucine Lube Civitanova też ma, podobnie jak Azimut Modena, wyraźnego lidera. Jest nim Kubańczyk z włoskim paszportem, Osmany Juantorena. To siatkarz, który uratował włoską reprezentację, najpierw zaprowadził ją do Rio, a tam pomógł wywalczyć olimpijskie srebro. Teraz pomaga swojemu klubowi, mając oczywiście wsparcie kolegów na czele z bułgarskim atakującym, Cwetanem Sokołowem. Juantorena, to z kolei dowód na to, że siatkówka faktycznie jest najbardziej zespołową z gier, ale bez wielkich indywidualności trudno sięgać po wielkie cele.

 

No i na koniec wspomniana Modena z Ngapethem, która wyrzuciła za burtę LM ostatnią z naszych drużyn, Asseco Resovię Rzeszów, zespół z polskim trenerem, Andrzejem Kowalem i najbardziej wyrównanym składem. Ale ze świecą szukać z nim lidera, czy wiodącej szóstki. Takie ponoć są założenia, taki jest pomysł na grę tej drużyny, ale to chyba nie jest najlepsza droga, by odnosić wielkie sukcesy na arenie  międzynarodowej. W aspekcie lokalnym, jak mawiał przed laty nieodżałowany Zdzisław Ambroziak, może się sprawdzić, ale kiedy wypłyniemy na głębokie wody, niekoniecznie.

 

Trochę szkoda, że to już koniec przygody polskich drużyn z LM, ale chyba należało się tego spodziewać. Niestety, przykro to mówić, ale nie ma się czym chwalić.