Kamil Glik był jednym z kilku Polaków zagrożonych pauzą w starciu z Rumunią na PGE Narodowym, w razie ujrzenia żółtego kartonika z Czarnogórą. Na boisku w Podgoricy przez cały mecz nie brakowało ostrych spięć, ale żadne z nich nie poskutkowało upomnieniem Glika przez sędziego. Obrońca AS Monaco ujrzał za to kartkę w pozornie błahej sytuacji, gdy ostro zareagował na niesportowe zachowanie Mugosy.

Sędzia Viktor Kassai nie wahał się ani chwili i utemperował Polaka żółtą kartką. Czy słusznie? Oceńcie sami...

Sam Glik przed kamerą Polsatu Sport wypowiedział się na temat absencji w meczu z Rumunią, który rozegrany zostanie 10 czerwca na PGE Narodowym. - Niestety staje się to już jakąś tradycją, że łapię kartki przed ważnymi meczami... (śmiech) Opuszczę najbliższe spotkanie, ale będę gotowy na dwa kolejne, w których powinniśmy już mieć matematyczne szanse na wywalczenie awansu - powiedział obrońca.

Pierwszą żółtą kartkę Glik obejrzał w pierwszej kolejce podczas spotkania z Kazachstanem.