Raków Częstochowa to klub, który powstał w 1921 roku. W ubiegłym roku Robotniczy Klub Sportowy obchodził swoje 95 urodziny. Z tej okazji w trakcie jednej z uroczystości zjawili się m.in. obecny szkoleniowiec Legii Warszawa, Jacek Magiera oraz opiekun GKS-u Katowice, Jerzy Brzęczek. Nie brakowało również Jacka Krzynówka i wielu innych znanych nazwisk, które przewinęły się przez Raków. Wielu kibiców kojarzy czerwono-niebieskich chociażby poprzez Jakuba Błaszczykowskiego, który właśnie przy ul. Limanowskiego stawiał swoje poważne kroki w karierze.

 

Historia Rakowa to nie tylko znani wychowankowie, ale także dobre wyniki osiągane na przestrzeni lat. Pierwszym poważnym sukcesem był awans do finału Pucharu Polski w 1967 roku, który zakończył się porażką z Wisłą Kraków dopiero po dogrywce 0:2. Pięć lat później częstochowianie dotarli do półfinału tych rozgrywek. Jednak lata 90 XX. wieku są najmilej wspominane przez kibiców spod Jasnej Góry. W 1994 roku Raków wywalczył historyczny awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, w której spędził cztery sezony. Po spadku w 1998 roku wydawało się, że RKS szybko powalczy o ponowny powrót do elity, ale stało się zupełnie inaczej. Z sezonu na sezon trwała fatalna passa klubu, który borykał się z wieloma problemami i w konsekwencji spadł aż do czwartej ligi, zaczynając praktycznie swoją działalność od nowa.

 

 

 

W 2005 roku Raków awansował do trzeciej ligi, która potem przeistoczyła się w drugą. Od tamtej pory klub z Częstochowy pragnie wrócić do czasów swojej świetności i znaleźć się przynajmniej w pierwszej lidze, a w dalszej perspektywie wrócić nawet do Ekstraklasy. Już w poprzednim sezonie częstochowianie otarli się o awans, ale fatalna runda wiosenna sprawiła, że zespół skończył zmagania dopiero na piątej lokacie. W klubie zmobilizowano siły, zwiększono finanse oraz zatrudniono nowego trenera, którego głównym i tak naprawdę jedynym celem jest bezwarunkowa promocja do wyższej ligi. Obecnie RKS jest na dobrej drodze do gry w Nice 1 lidze. Drużyna gra dobrze, jest doświadczona, posiada zgrany sztab szkoleniowy z Markiem Papszunem na czele i przede wszystkim ma właściciela, którego marzeniem jest zobaczyć swój klub na wyższym poziomie. Co zatem stoi na przeszkodzie w osiągnięciu tego celu?

 

W Częstochowie od wielu lat gorącym tematem, który dzieli środowisko sportowe i polityczne jest stadion Rakowa, który bardziej przypomina skansen niż obiekt sportowy. Sami piłkarze i przedstawiciele klubu podkreślają, że wstydem będzie reprezentowanie miasta w Nice 1 lidze z taką infrastrukturą. – Awans byłby z pewnością spełnieniem marzeń dla wielu kibiców, ale stojąc tutaj na stadionie da się zauważyć, że czegoś tu brakuje, bo tutaj grać się po prostu nie da – mówi niezwykle otwarcie jeden z czołowych zawodników RKS-u, Czech Tomas Petrasek. Byli uznani piłkarze czerwono-niebieskich mówią tak samo. Urząd Miasta rozkłada bezsilnie ręce, tłumacząc się, że brakuje środków finansowych na zbudowanie nowego obiektu. Drugim problemem wydaje się lokalizacja, bowiem obecnie usytułowany stadion znajduje się w miejscu, w którym ciężko o jego rozbudowę, natomiast najwierniejsi kibice nie wyobrażają sobie innej dzielnicy miasta.

 

 

 

- Dla mnie to trochę niespotykane. Ja powiem w ten sposób. Generalnie w Polsce miasta w wielkim stopniu pomogły zawodowej piłce. To coś czego jakby domagano się w latach ’90, ale też te miasta musiały okrzepnąć w nowej sytuacji – w politycznej i przede wszystkim gospodarczej. One poszły w kierunku wzbogacenia sportu, a w szczególności piłki nożnej o stadiony. Bodajże takim pierwszym nowoczesnym stadionem były Kielce, a projekt Euro2012 mógł zadziałać tylko w wybranych miastach, a przecież stało się inaczej, bo to nie były jedynie Wrocław, Poznań i Gdańsk, bo w przypadku Warszawy i Stadionu Narodowego, to budżet państwa go finansował. Jednak ta świadomość potrzeby stadionu przeszła przez całą Polskę. Powiedziałbym, że są wyjątkowe tylko miasta takie jak Szczecin i Chorzów w ekstraklasie. Jest sporo wyremontowanych obiektów w pierwszej lidze. Świadomość posiadania stadionu jest też ważna dla lokalnej społeczności, dla mieszkańców, którzy chcą przeżyć emocje - mówi Roman Kołtoń.

 

W przypadku awansu do Nice 1 Ligi Raków może ubiegać się o licencję warunkową, ale czy nie jest to przypadkiem odroczenie wyroku? Kosmetyczne zmiany jakie są wykonywane na stadionie przy ul. Limanowskiego to zdecydowanie za mało na obecne standardy, które są coraz wyższe. A przecież w innym ośrodkach, zdecydowanie mniejszych od Częstochowy nie brakuje pięknych obiektów – to też mocno irytuje kibiców, którzy nie rozumieją polityki miasta. Wszak piękny stadion przyciąga zainteresowanie mediów, sponsorów i przede wszystkim wpływa na frekwencję i jakość widowiska. Obecnie wydaje się, że sytuacja pod Jasną Górą jest patowa i bardzo ciężko znaleźć optymalne rozwiązanie. Prawdziwą burzę wywołała także sesja Rady Miasta i podział środków na promocję miasta poprzez sport, gdzie piłkarze dostali zdecydowanie mniej od żużlowców i siatkarzy. Krążą też takie głosy, że urzędnikom w magistracie niekoniecznie zależałoby na grze Rakowa w wyższej lidze, a wpływ na bezowocne dyskusje ma też fakt, że właściciel Rakowa, Michał Świerczewski jest apolityczny. Czy to prawda? O tym wiedzą tylko ludzie najbardziej uwikłani w te sprawę.

 

 

 

- Ja nie znam też dobrze specyfiki Częstochowy. Znam takie miasta, w których są olbrzymie problemy ze stadionem. Częstochowa to nie jedyne takie miejsce, bo można zadać pytanie o Chorzów, teraz Płock będzie budował nowy stadion, ale to długo trwało. Byłem ostatnio w Olsztynie i wiem, że tam ten stadion jest wirtualny. W Szczecinie chyba też jest świadomość, że miasto musi zainwestować w obiekt na Twardowskiego – kontynuuje Kołtoń.

 

W przeszłości kamery Polsatu Sport odwiedzały już Częstochowę z okazji wydarzeń żużlowych i siatkarskich. Niewykluczone, że w przyszłym sezonie odwiedzimy również to miasto przy okazji meczów Rakowa, ale pytanie na jakim stadionie i w jakich warunkach?  

 

- Ja się w ogóle dziwię, bo rozumiem, że dzisiaj takie miasta jak Częstochowa to jest budżet porównywalny do Tychów, a nawet większy. Ja rozumiem, że można rozsądny stadion postawić za kilkadziesiąt milionów. Ja też jestem zwolennikiem sformatowania stadionu z odpowiednią wielkością. Niektóre miasta przesadziły, czego przykładem jest Wrocław, Gdańsk. Lepiej jest zbudować stadion, ja nazywam to "butikowy" jak np. Cracovii albo w Gliwicach. Pytanie jest chyba do prezydenta miasta i do Rady Miasta i trzeba się spytać dlaczego nie chcą zbudować stadionu. Jakiego używają argumentu? Czy to bardzo obciążyłoby budżet miasta? Kibic w dzisiejszych czasach potrzebuje nowoczesnego stadionu. Rozumiem, że czasami determinacja jest niezwykła. Rodzina Witkowskich zbudowała stadion własnym asumptem w wiosce i stać ich było na to i musieli dodatkowo spełnić warunki ekstraklasy plus zadaszenie itd. Warunki w pierwszej lidze są łagodniejsze. Nie rozumiem tego. W mojej rodzinnej Złotoryi postarano się także o dotację, odnowiono stadion Górnika Złotoryja, a ta miejscowość ma 20 tysięcy mieszkańców. Tam świadomość jest taka, że stadion jest ważnym elementem życia społecznego, składa się na potrzebę ludzi, którzy tam mieszkają. Ja nie mówię o takich stadionach jak we Wrocławiu, Gdańsku, czy Warszawie – kończy swoją wypowiedź Kołtoń.