Simeone został zatem kolejną osobą "oczarowaną" historią Leicester City, które wbrew wszelkim przewidywaniom w ubiegłym sezonie zdobyło mistrzostwo Anglii. W Champions League "Lisy" zagrały po raz pierwszy w historii i od razu dotarły do ćwierćfinału.

 

Znacznie bardziej doświadczone Atletico, które awansowało do półfinału po raz trzeci w czterech ostatnich sezonach, nie spodziewało się, że zespół z Wysp zagra z tak wielkim zaangażowaniem, szczególnie w rewanżu przed własną publicznością.

 

- To był wspaniały występ naszych rywali. Nie poddali się ani na minutę, grali z podniesionymi głowami. Przez cały wieczór obawialiśmy się, co wyniknie z ich kolejnych ataków. Naciskali nas do samego końca. Opanowali do perfekcji grę skrzydłami i dośrodkowania, szczególnie w stronę Leonardo Ulloi, który stworzył nam wiele problemów w polu karnym - powiedział po wtorkowym spotkaniu Simeone.

 

"Lisy" przegrały w Madrycie 0:1, a we wtorkowym rewanżu straciły bramkę w 26. minucie i praktycznie nie miały już szans na awans. Gospodarze musieliby strzelić trzy bramki, a tylu goli Atletico nie wpuściło w meczu Champions League od 16 września 2014 roku.

 

Jednak Leicester City nie złożyło broni. W 61. minucie do wyrównania doprowadził Jamie Vardy. To dodało gospodarzom sił, stworzyli jeszcze kilka okazji bramkowych, ale żadnej nie udało im się wykorzystać. Po ostatnim gwizdku najbardziej zmęczeni piłkarze mistrza Anglii padli na murawę.

 

Forma Leicester City jest ostatnio nie do przewidzenia. Niespełna rok temu klub cieszył się z tytułu, zdobytego niespodziewanie i w efektownym stylu. Pierwsze kilka miesięcy tego sezonu to już kompletne przeciwieństwo i widmo spadku, częściowo zażegnane z kolei po zwolnieniu Włocha Claudio Ranieriego z posady trenera w lutym.

 

- Musimy być z siebie dumni, zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. W drugiej połowie rzuciliśmy się na rywala, który kilka razy blokował nasze strzały na linii bramkowej. Byliśmy jedynym angielskim zespołem w ćwierćfinale LM, to ogromne osiągnięcie. Odpadamy z rozgrywek z podniesionymi głowami - powiedział kapitan Leicester City Wes Morgan. Urodzony w Anglii Jamajczyk wrócił w tym spotkaniu do gry po miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją.

 

"Lisy" muszą teraz wrócić na ziemię i przypieczętować utrzymanie w ekstraklasie, choć to wydaje się już tylko formalnością. Na pięć kolejek przed końcem sezonu mają dziewięć punktów przewagi nad strefą spadkową.

 

Następca Ranieriego Craig Shakespeare wierzy, że Leicester City niebawem wróci do Ligi Mistrzów.

 

- Z jednej strony czuję rozczarowanie, z drugiej - radość. Korzyścią z tej "podróży" będzie to, że zawodnicy będą chcieli jeszcze raz doświadczyć tych emocji, bo Champions League to najwyższy poziom - ocenił.

 

Szkoleniowiec dodał, że jego zdaniem Atletico wywalczy trofeum.

 

- W ostatnich dwóch, trzech latach mieli pecha, że nie powiodło im się w finale. Wyraźnie było widać, jak jakościową mają drużynę. W półfinale są trudni przeciwnicy, ale nie widzę ani jednego powodu, dlaczego Atletico miałoby nie wygrać - uważa Shakespeare.

 

Oprócz Atletico, miejsce w najlepszej czwórce ma także Real Madryt. Pozostali półfinaliści zostaną wyłonieni w środowy wieczór. Losowanie par kolejnej rundy zaplanowano na piątek.