Katalończycy odnieśli tylko jedno zwycięstwo w czterech ostatnich meczach. W tej serii znalazła się porażka w Turynie 0:3 i remis 0:0 w rewanżu z Juventusem w ćwierćfinale Champions League. Odpadnięcie z tych rozgrywek było dla mistrzów Hiszpanii dużym rozczarowaniem, ale jak przekonują, szybko się podniosą.

"Po takiej porażce trudno się obudzić, ale mamy najlepszą możliwą motywację - wyjazd na stadion odwiecznego rywala" - ocenił trener Luis Enrique, który był w przeszłości piłkarzem obu klubów.

"To dla nas trudny moment, ale musimy się pozbierać i pracować dalej" - powiedział z kolei urugwajski napastnik Luis Suarez.

Obrońca Gerard Pique podkreślił, że jest wdzięczny kibicom za to, jak zareagowali na bezbramkowy remis z Juventusem w rewanżu na Camp Nou. Po ostatnim gwizdku nagrodzono postawę gospodarzy okrzykami i przyśpiewkami.

"Ten stadion bardzo rzadko reaguje na niepowodzenia w taki sposób. Napawa mnie to dumą. To był wynik trudny do przełknięcia, ale nasi kibice nie przestali nas wspierać" - skomentował.

Być może najbardziej załamany był Brazylijczyk Neymar, który będzie miał więcej czasu na to, by się otrząsnąć. W konfrontacji z Realem nie weźmie udziału, ponieważ wciąż jest zawieszony za niesportowe zachowanie w meczu z Malagą (0:2). Nie zagra także w środę z Osasuną Pampeluna.

Barcelona złożyła odwołanie od decyzji komisji dyscyplinarnej, ale w czwartkowy wieczór dostała odpowiedź odmowną. Klub zapowiedział, że zwróci się także do najważniejszego w kraju trybunału sportowego (TAD), ale trudno oczekiwać, że ten podejmie decyzję w ciągu dwóch dni.

Treningi w zespole rywali wznowił za to Walijczyk Gareth Bale, który 12 kwietnia doznał urazu łydki. Jego powrót byłby dobrą wiadomością dla ekipy gospodarzy. Trener Zinedine Zidane wciąż nie będzie mógł skorzystać z dwójki kontuzjowanych obrońców - Portugalczyka Pepe i Francuza Raphaela Varane'a.

Będzie to 233. El Clasico w historii, nie licząc spotkań towarzyskich. Dotychczas Real wygrał 93 razy, Barcelona - 90, a 49-krotnie padł remis. W ekstraklasie oba zespoły grały ze sobą 173 razy i tu także bilans jest korzystniejszy dla "Królewskich" - 72 zwycięstwa, 33 remisy i 68 porażek.

Piłkarze Realu są na pewno w lepszych nastrojach przed spotkaniem, które rozpocznie się o godzinie 20.45. Są liderami tabeli z trzema punktami przewagi nad Barceloną i jednym meczem zaległym, we wtorek wyeliminowali Bayern Monachium z Ligi Mistrzów, a do tego zagrają w niedzielę przed własną publicznością. Zwycięstwo gospodarzy pozwoliłoby im odskoczyć odwiecznemu rywalowi na sześć punktów pięć kolejek przed końcem sezonu. Trudno wyobrazić sobie, aby roztrwonili taką przewagę.

"Stworzyliśmy wspaniałą drużynę, jesteśmy bardzo zjednoczeni i dalej idziemy przed siebie. El Clasico to mecz naładowany emocjami. Każdy piłkarz chce w nim grać, a kibice rozmawiają o nim miesiąc wcześniej. To niesamowite uczucie, gdy wiesz, że cały świat praktycznie staje w miejscu, żeby zobaczyć, jak grasz" - powiedział brazylijski obrońca Realu Marcelo.

33. kolejka rozpocznie się w piątek, gdy czwarta w tabeli i wciąż walcząca o podium Sevilla (62 pkt) podejmie przedostatnią Malagę. Atletico (65), które również cieszyło się z awansu do półfinału LM, zmierzy się w sobotę na wyjeździe z Espanyolem w drugim starciu na linii Madryt - Barcelona.