Trudno wskazać, która para jest ciekawsza. Być może Arsenal i "The Citizens" to bardziej uznane marki niż Tottenham, jednak w tym sezonie to "Koguty" są wyżej w tabeli. Podopieczni Argentyńczyka Mauricio Pochettino wygrali osiem ostatnich spotkań, w tym siedem ligowych, z bilansem bramek 28-4. Są wiceliderami Premier League z czterema punktami straty do sobotniego rywala - Chelsea.

"Jeśli ten mecz ma faworyta, to jest nim Chelsea, ponieważ jest liderem, a poza tym ma doświadczonych zawodników i trenera. To jeden z najlepszych zespołów w Europie. Grają tam piłkarze, którzy w ostatnich pięciu latach zdobywali europejskie puchary, a prowadzi ich zwycięzca ligi włoskiej Antonio Conte" - powiedział trener Tottenhamu.

Pochettino dodał jednak, że cieszy się, że na tym etapie sezonu może walczyć z takim rywalem na dwóch frontach.

"Oni są może bardziej doświadczeni od nas, ale my jesteśmy w dobrej formie i potrzebujemy takich wyzwań. Możliwość rywalizacji z najlepszą drużyną w Anglii napawa nas radością" - podkreślił argentyński szkoleniowiec.

Tottenham ma szansę zagrać w finale Pucharu Anglii po raz pierwszy od 1991 roku - wówczas pokonał Nottingham Forest. Od tego czasu cieszył się jeszcze tylko dwa razy z Pucharu Ligi (1999 i 2008), ale nie wywalczył żadnego innego trofeum.

Chelsea myśli z kolei o zażegnaniu drobnego kryzysu ostatnich dni, kiedy przegrała z Crystal Palace 1:2 i z Manchesterem United 0:2.

"Dla postronnych kibiców to będzie fantastyczny mecz, a dla nas - ogromna szansa na finał. Każdy piłkarz lubi takie spotkania, ale tylko jeśli je wygrywa. To jest naszym celem - awans i powrót na zwycięską ścieżkę w lidze" - powiedział obrońca Gary Cahill.

W niedzielę w drugim spotkaniu półfinałowym szósty w tabeli Arsenal zmierzy się z czwartym Manchesterem City. "Kanonierzy" mogą jeszcze dzięki FA Cup uratować przeciętny sezon i być może posadę trenera Arsene'a Wengera. Sam Francuz twierdzi, że decyzja o jego przyszłości nie zależy od wyniku tego meczu.

"Moja przyszłość to niedziela. To bardzo ważny mecz, bo jest następny, a poza tym to szansa na trofeum. Jestem absolutnie oddany Arsenalowi" - uciął.

Wenger przyznał jednak, że pewność siebie zespołu mogłaby być większa.

"Nie jest na maksymalnym poziomie... Ale to dobra okazja, żeby pokazać, że jesteśmy gotowi do walki i bardzo zależy nam na tym finale" - dodał.

Oba mecze tradycyjnie odbędą się na Wembley. Chelsea z Tottenhamem zagrają w sobotę o 18.15, natomiast Arsenal z "The Citizens" - w niedzielę o 16.