Reprezentacja Polski w rugby ma za sobą jeden z bardziej udanych miesięcy w historii tej dyscypliny w naszym kraju. 18 marca Biało-Czerwoni pokonali na wyjeździe bardzo silną Mołdawię 15:3, 8 kwietnia w Łodzi, po niezwykle dramatycznym meczu wygrali 14:13 z faworyzowaną Holandią. Zwłaszcza ten drugi mecz był wielkim sukcesem - nie tylko sportowym. Na nowy stadion Widzewa Łódź przyszło ponad osiem tysięcy widzów, wszyscy wyszli zachwyceni. Tak samo było z tymi, którzy zasiedli przed telewizorami Polsatu Sport, który transmitował mecz na żywo.


Biało-Czerwoni pokazali to, co polscy kibice lubią najbardziej - charakter, wolę walki do ostatniej sekundy i umiejętność zakończenia happy endem prawdziwego horroru, jakim był ten mecz. Holendrzy prowadzili niemal przez całe spotkanie. Polacy wspaniale się bronili, na prowadzenie wyszli dopiero w ostatnich minutach, przetrwali kolejny szturm rywali, mimo że musieli grać w 14 przeciwko 15 (jeden z naszych dostał żółtą kartkę, co oznacza wykluczenie czasowe).


  -Jestem dumny z mojej drużyny. Pracowałem z wieloma rugbistami ze światowej czołówki i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć – nie ma drugiej tak ciężko pracującej drużyny. Ci chłopcy bez szemrania znieśli 13 treningów w cztery dni. A to przecież nie są zawodowcy. Grają dla kraju, dla orzełka na piersi, są dumni z tego, że mogą reprezentować Polskę - mówił po zwycięstwie nad Holandią pochodzący z RPA trener Polaków, wybitny szkoleniowiec Blikkies Groenewald (prowadził wiele czołowych drużyn tego kraju, a także m.in. reprezentację Rosji).


W najbliższą sobotę jego drużyna stanie do kolejnego sprawdzianu. W Warszawie na stadionie Polonii biało-czerwoni zmierzą się ze Szwajcarią. Będzie to ostatni mecz Polaków w bieżącej edycji rozgrywek Rugby Europe Trophy. Jeśli gospodarzom uda się wygrać, zajmą drugie miejsce w tabeli – najwyższe od lat, zapewne awansują też w rankingu światowym do pierwszej trzydziestki (obecnie zajmują 30-te miejsce na 103 sklasyfikowane drużyny). Zwycięstwo będzie też potwierdzeniem, że droga, jaką polskie rugby obrało rok temu, powierzając funkcję trenera swoich dwóch seniorskich, męskich reprezentacji Groenewaldowi (jest także selekcjonerem kadry olimpijskiej w rugby 7) jest słuszna. Że wreszcie zaczynamy gonić uciekający świat.


Niech jednak nikt nie myśli, że Polaków czeka łatwe zadanie. Greoenewald kolejny raz musi budować drużynę niemal od nowa – znów wypadło mu ze składu kilku podstawowych graczy – część z powodu kontuzji, część nie może zwolnić się ze swoich francuskich klubów, są też tacy, którzy nie mogą po raz trzeci w ciągu miesiąca prosić o urlop swoich pracodawców. Szwajcarzy to wprawdzie beniaminek rozgrywek, ale jak się okazało z dużymi aspiracjami i możliwościami. Nasi sobotni rywale pokonali Mołdawię i Ukrainę, do przerwy prowadzili z Holandią. Portugalia, która bez porażki wygrała grupę (jedyna przegrana Polaków to lutowy, wyjazdowy mecz w Lizbonie), najwięcej kłopotów miała z Helwetami.


- Czeka nas kolejny bardzo trudny, zacięty mecz. Ale nie dopuszczamy do siebie innej możliwości jak wygrana. My już jesteśmy zupełnie inną drużyną niż ta, która jeszcze w lutym przegrała z Portugalią. Każdy mecz buduje w nas pewność siebie. Wierzymy, że i tym razem kibice będą z nas dumni – zapowiada kapitan Polaków, Piotr Zeszutek.


Transmisję meczu Polska - Szwajcaria w Polsacie Sport News i Super Polsacie. Początek o godzinie 17:00.