Przemek Garczarczyk: Zacznijmy od spraw zdrowia: jak oko Michaela Granta? Wylatywał z Polski z opaską na oku, jak pirat...

Jason Jorgensen: Lepiej, choć zamówiliśmy już wizytę u lekarza w Atlancie. Dotarliśmy do domu dopiero w poniedziałek, bo samolot z Warszawy do Frankfurtu miał takie opóźnienie, że nie zdążyliśmy na lot do Atlanty i spędziliśmy noc w Niemczech. Ale teraz wszystko jest OK.

Na pewno nie byłeś OK patrząc na Michaela w ringu...

Na pewno nie. W pierwszej rundzie jeszcze jakoś to wyglądało. Pamiętał o lewym prostym, schodził na boki, nie pozwalał Zimnochowi się wstrzelić. Wiedzieliśmy, że Polakowi nie wolno zostawić inicjatywy, bo się wtedy rozkręca. Być pierwszym, który zadaje cios, to było najważniejsze o czym rozmawialiśmy przed walką. Pod koniec rundy Mike nie wyszedł z narożnika, były dwa ciosy i zaczęły sie problemy. Do tego Michael miał otarte oko i to zupełnie go wybiło z rytmu, koncentracji. W narożniku po pierwszej rundzie o tym mówił. Wyszedł na drugą rundę z opuszczonymi rękoma, jakby to nie był ring. Były dwa ciosy, koniec. Drugiego nie widział.

Zupełnie nie było pracy nóg. Krzysztof Zimnoch miał  przeciwnika podanego jak na tacy.

Mike spędził na treningach  w Atlancie trzy tygodnie. Nawet nie, bo kilka dni chorował. Kilka sparingów i to wszystko. Ostatnia walka, na którą naprawdę udało się go przygotować, to Carlos Takam, cztery lata temu. Nawet na Manuela Charra nie było w stu procentach tak, jak sobie zakładaliśmy, ale przepracowaliśmy obóz. Teraz tak nie było.

Jesteś doświadczonym trenerem, pracujesz między innymi z klasyfikowanym  na 1 miejscu listy IBF, obowiązkowym rywalem Giennadija Gołowkina – Tureano Johnsonem. Wiedziałeś, jak to się może skończyć.

Miałem z nim na ten temat rozmowę. Mike był zdecydowany lecieć do Polski – ze mną czy beze mnie.  Był przekonany, że to co potrafi wystarczy w Legionowie, choć ja nie byłem o tym przekonany, widząc na wideo jak dobrze ułożony w ataku jest Zimnoch. Znacznie lepiej niż w  obronie, ale tego Mike nie mógł wykorzystać. U Krzysztofa widziałem, że umie kończyć, więc nie ma miejsca na jakieś załamania. Szczerze: wolałem jechać  bo jestem człowiekiem, który go  dobrze zna, któremu Mike ufa. Nie dla pieniędzy, bo te na pewno... straciłem przylatując do Polski. Prowadzę sporą firmę, nie byłem w biznesie przez tydzień. Kto nie wierzy, może sprawdzić, że z boksu nie żyję. Bałem się, że jeśli poleci ktoś bez wiedzy o Grancie, walka może potrwać za długo. Może się to źle skończyć.

Będzie temat zakończenia kariery?

Powinien być. To będzie jego decyzja czy skończyć karierę, czy jeszcze spróbować, co będzie po pełnym obozie. Ja mogę Michaelowi tylko doradzić. To zbyt dobry człowiek, za wiele stoczył wielkich bojów, żeby tak odchodzić ze sportu. Dam mu kilka dni na zebranie myśli i usiądziemy do poważnej rozmowy. Przy okazji: podziękowania dla polskich promotorów za opiekę, dla polskich kibiców za przyjęcie. Dziękujemy.