Chłodne, słoneczne popołudnie. 1 kwietnia 2017 roku, Gdańsk. Niebawem swoje ostatnie okrążenie na żużlowym torze pokona Szwed Magnus Zorro Zetterstroem. W busie odpoczywającym w parku maszyn dwóch jegomościów toczy swobodny dyskurs. Martin Vaculik siedzi zrelaksowany na zgrabnie uszytej kanapie, która ma być jego przystanią i spowiednikiem podczas wyczerpujących podróży. Szpera w głowie i próbuje odgadnąć kto był najwyżej notowanym słowackim tenisistą. Karol Kucera, Dominik Hrbaty, a może mistrz olimpijski z Seulu – Miloslav Mecir senior? Dżentelmen siedzący obok Martina nie strzela nazwiskami. Przysłuchuje się uroczej wyliczance Słowaka. Dla Simona Steada najpiękniej grającymi w tenisa pozostają: Roger z Bazylei (czytaj Federer) i oksfordczyk Tim Henman. Steady, który zawsze zachwycał żużlowych purystów nienaganną sylwetką, uwielbia finezję na torze i poza nim. „Takie stop woleje jakie posyłał Tim Henman są w stanie oczarować laika i eksperta. Dla mnie Tim i Roger są niedoścignionymi wzorcami” – wyszeptał Simon. Konwersacja zmierza ku obiektowi Sandy Lane w Oksfordzie, na którym w latach osiemdziesiątych w barwach gepardów szalał i epatował wielkością profesor Hans Nielsen. Pada pytanie: na ile ojcostwo potrafi przyprószyć włosy, a zarazem uszczęśliwić tatę? Martin zna smak ojcostwa i czerpie garściami z faktu, że doczekał się brzdąca. Steady umiejętnie przeprowadza Martina przez rwący potok emocji. Wie, że kipiący namiętnością fan boksu i motocrossu jakim jest Martin Vaculik potrzebuje chłodnego, refleksyjnego spojrzenia pełnokrwistego Brytyjczyka. Mariaż impulsywnego sportowca z rozsądnym agentem idealnie funkcjonuje w tenisie. Chorwat Borna Corić i Brytyjczyk Lawrence Frankopan są dowodem na to, że słowiańska tudzież bałkańska dusza nie potrzebuje kolejnego langosza czy cevapcici. Lepszy będzie pudding… Przez okienko w busie zagląda uśmiechnięty Zorro. On wie, że właściwy mentor to skarb. Tata Zorro – Hans Zetterstroem zasłynął z montażu kierownicy podczas GP Challenge w Coventry w 2009 roku. Uczynił to z taką gracją, że jego syn Magnus w pokonanym polu pozostawił takich asów jak Chris Holder i Jarek Hampel. Kto powiedział Zorro, że nie można awansować do cyklu Grand Prix w wieku 37 lat? Martin Vaculik wie, że czas nie stoi w miejscu. Premiera w GP była boska, gdyż Słowak wygrał GP w Gorzowie Wielkopolskim w 2012 roku. Jednak zderzenie z plastronem pełnoprawnego uczestnika mistrzostw świata było deprymujące. Martin, poczciwy chłopak z Żarnovicy, uplasował się na czternastym miejscu w sezonie 2013. Wygrał zaledwie 8 wyścigów. Męczył się, szperał w sprzęcie, a jego duński tuner Finn Rune Jensen, bezradnie rozkładał ręce. Nauka nie poszła w las. Vaculik sięgnął po Simona Steada, wyciszył się, nabrał dystansu i zamierza być równie rozpoznawalny w ojczyźnie jak mistrzyni WTA Championships w Singapurze – jego rodaczka Dominika Cibulkova… Ze Steadym u boku nie jest pozbawiony szans. Martin podobnie jak Dominika nie przepada za krasokorczulowaniem, czyli łyżwiarstwem figurowym, a zatem istnieje wspólny mianownik… 4 dni przed GP Słowenii Simon Stead obchodził 35 urodziny. Martin Vaculik sprawił mu cudowny prezent wygrywając zawody w Krsko. Nic tylko wsłuchać się w szmer Sawy i zatęsknić za królewskim złotym bażantem…

 

Dudek czarnym koniem cyklu

 

Patryk posiada niezbędną cechę, aby odnosić sukcesy na torze – spokój. Zdobył Drużynowy Puchar Świata w Pradze w 2013 roku, dołożył kolejną koronę w Manchesterze w 2016 roku. Był najlepszym juniorem świata w sezonie 2013. Na gali FIM w Monte Carlo zetknął się z legendami jednośladów. Zjeść śniadanie w towarzystwie Ove Fundina, pięciokrotnego mistrza świata na żużlu – arcydzieło i balsam dla duszy. Duzers ani trochę nie przypomina przy tym niestabilnego emocjonalnie Słowianina. Rzekłbym, że zachowuje się jak Nowozelanczyk, którego o poranku budzi promyk słońca zaglądający nad fjord Milford Sound… Syn Sławomira i Honoraty w olśniewającym stylu sięga po trofea. W 2016 roku na leszczyńskim Smoku zdobył złoty medal indywidualnych mistrzostw Polski. Do pełni szczęścia brakuje mu jedynie złota w GP. Wszystkie inne krążki Patryk posiada już w swojej kolekcji. Taką samą frajdę jak jazda na żużlu i balans a la bracia Moranowie daje mu kawa i domowy wypiek babci. Zawody na stadionie Matije Gubca były nudne jak flaki z olejem. Kudy im do imprezy z 2002 roku kiedy na metę wpadli niczym grom z jasnego nieba dwaj fenomenalni żużlowcy: Ryan Sullivan i Tomasz Gollob. Wówczas sędzia Marek Wojaczek (prowadził również GP Słowenii’2017) długo przypatrywał się telewizyjnym powtórkom zanim rozstrzygnął o tym, że wygrał kangur. Porywający finał z Ryanem „Saletrą”, niezwykłym Tomaszem „Chudym” Gollobem, wojownikiem Markiem Loramem zwanym Loramskim i rozpędzonym Szwedem Andreasem „Adrenalinasem” Jonssonem. Wtedy w Krsko robiono tor pod koło… Pomimo niskiej oceny inauguracyjnej rundy GP pod kątem widowiskowości, Duzers pokazał jak mądrze rozgrywać pierwszy wiraż. Elastyczny na motocyklu, świetny pod względem refleksu i cierpliwy na dystansie – taki Patryk Dudek jest w stanie zawojować cykl mistrzostw świata. Woda sodowa mu nie grozi, bo Duzers wie, że presja i oczekiwania na poziomie rozsadzania żył są w wyścigach superbikes i Moto GP. Cosik o tym wie, bo w młodości namiętnie oglądał popisy dwukrotnego króla superbikes (2010 i 2012): Maxa Biaggi.

 

W cieniu Tima Gajsera

 

Aktualni svetovni prvak v MxGP. W wolnym tłumaczeniu: najlepszy spec od motocrossu na świecie. W 2012 roku otrzymał nagrodę Ricky Carmichaela – byłego króla supercrossu. O kim mowa? O Timie Gajserze, mistrzu świata w motocrossie w klasie MXGP. Gwiazda pierwszej wielkości w maleńkiej, liczącej niewiele ponad 2 miliony mieszkańców Słowenii. Równie sławny jak jaskinia Postojna, zamek Predjama, pierogi żlikrofi czy wino cvićek. Gajser jest bożyszczem od Bovec aż po Krsko. Żużel to kameralny sport w Słowenii i bardzo ubogi krewny motocrossu. Ludzi na trawiastych wałach jak na lekarstwo. Przed laty, gdy jeszcze żył i ścigał się Kreso Omerzel, na turniej o Puchar Triglavu, najwyższego szczytu Alp Julijskich, przychodził komplet publiczności. Każdy chciał zobaczyć w akcji Hansa Nielsena… Dziś Słowenia ma turniej GP, a trybuny świecą pustkami. Dobrze, że rodacy Vaculika nadciągnęli znad Dunaju i Hronu…

 

Fredrik Lindgren udowodnił, że jazda w lidze brytyjskiej i baza w Andorze to dobry konglomerat. Co ważne, Szwed rodem z Orebro, lubi być zajęty. Pracuje w pocie czoła w warsztacie, pięknie szusuje na nartach w Pirenejach, a zimą, aby ramy motocykla nie pokrył kurz, ściga się w dyscyplinie pt. flat track w Palau Sant Jordi w Barcelonie. W hali, w której w 2009 roku hiszpańska armada rozgromiła w finale Pucharu Davisa kadrę Czech (5-0), Freddie ścigał się jak szalony minionej zimy. Ufa szwajcarskiemu maestro – Marcelowi Gerhardowi, wymienia uwagi z Kelvinem Tatumem, potrafi być zadziorny na torze. Wierzy w postęp technologiczny, dlatego pozostaje przy konstrukcji GTR. Może nie będzie miał tak długowiecznych silników jak jego sąsiad z Andory – Joonas Kylmaekorpi, który oddawał jednostkę napędową do przeglądu po stu przejechanych wyścigach, ale wie, że silnik potrzebuje dobrego smarowania. Niekoniecznie wyrobem z Lasko, ale Motorexem. Starożytni Rzymianie mówiąc rex mieli na myśli władcę. Na królewski tron Freddie jeszcze nie dotarł, ale drugie miejsce w finale GP Słowenii każe przypuszczać, że w Orebro poważnie myślą o laurach…