Koszykówka

PLK: Typu ekspertów Polsatu Sport na...

Przed sezonem planem minimum Turowa był awans do play off. Po cichu włodarze klubu z Dolnego Śląska liczyli, że drużyna zdoła przebić się nawet do półfinału i powalczy o medale mistrzostw Polski. Zespół prowadzony przez Niemca Mathiasa Fischera uplasował się po sezonie zasadniczym na dziesiątym miejscu i tym samym zakończył rozgrywki znacznie wcześniej niż zakładano.

 

Prezes Turowa nie ukrywał, że jest rozczarowany taką sytuacją.

 

"Zabrakło niewiele, ale nie zmienia to faktu, że zabrakło i nie ma nas w ósemce. Liczyliśmy, że zagramy w play off, a skończyło się tak, jak w poprzednim sezonie. Nie można się więc dziwić, że czujemy rozczarowanie i nie zmieni tego, że byliśmy naprawdę blisko play off. Nie ma nas tam i to jest smutne" – podkreślił.

 

Do pierwszej ósemki zabrakło Turowowi dwóch wygranych. Aż pięć meczów w trakcie sezonu ekipa ta przegrała zaledwie różnicą dwóch punktów. Według Stachyry powodów braku awansu do play off było jednak kilka, a nie tylko brak szczęścia w pojedynkach, gdzie wynik ważył się do ostatniej akcji.

 

"Cała sytuacja wymaga spokojnej analizy i taka będzie, ale dopiero za kilka dni, kiedy emocje opadną. Uważam, że przegraliśmy za dużo meczów, których nie powinniśmy przegrać, w których zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Ale to tylko jedna z przyczyn, których było kilka. Musimy to przemyśleć, wyciągnąć wnioski, aby za rok było lepiej" – powiedział prezes Turowa.

 

Stachyra uważa, że za wcześnie jest też na ruchy personalne, ale przyznał, iż zmiany w zespole na pewno będą. Pod znakiem zapytania stoi m.in. przyszłość w zespole trenera Fischera.

 

"Nie chcemy robić rewolucji, a jedynie przebudować zespół. Zanim jednak podejmiemy pierwsze decyzje, musimy dokonać analizy, zastanowić się, co poprawić. Trzeba to jednak zrobić z chłodną głową, a nie kierować się emocjami" – podsumował.

 

Turów w latach 2007-15 aż siedem razy grał w finale play off, w tym raz sięgnął po złoty medal. Poprzedni sezon był pierwszym od awansu drużyny do ekstraklasy w 2004 roku, kiedy nie awansował do czołowej ósemki i teraz historia się powtórzyła.