Przemysław Iwańczyk: Chciałbym, żebyśmy porozmawiali o finale Pucharu Polski, który został rozegrany w miniony wtorek na PGE Narodowym pomiędzy Lechem Poznań i Arką Gdynia.

Marian Kmita: Ja bym zaczął z zupełnie innej strony... myślę, że należy wspomnieć o wydarzeniach, które miały miejsce na kilka godzin przed finałem tegorocznych rozgrywek. Chodzi mi o Puchar Tymbarku, ponieważ udowodnił on, że wróciły czasy, gdy dziesięcioletnie i dwunastoletnie dzieci potrafią zainteresować swoją grą szerszą rzeszę ludzi, niż wyłącznie własnych rodziców. W dodatku ich zmagania transmitowane były w poważnej prywatnej telewizji, a ich grę przed oglądało kilkaset tysięcy widzów!

Czy deficyt piłkarskiej jakości w spotkaniu finałowym został zrównoważony przez oprawę tego widowiska? Dotychczas nie było bowiem regułą, żeby Prezydent RP, który ma honorowy patronat nad rozgrywkami Pucharu Polski, regularnie bywał na PGE Narodowym.

Oczywiście finał nie był olśniewającym widowiskiem sportowym. Już na stadionie wiele osób kręciło głową i mówiło pod nosem, że "tak nie można grać". Jeśli jednak chodzi o oprawę, to na miejscu pogratulowałem prezesowi Zbigniewowi Bońkowi zarówno organizacji imprezy, jak i frekwencji na trybunach. Na Narodowy wybrało się bowiem 43 760 kibiców i to pomimo faktu, że w finale zabrakło Legii! Ekscytację związaną z rangą i oprawą wydarzenia było również widać wśród piłkarzy Arki. Sam udział w ostatnim etapie turnieju był dla nich ogromnym przeżyciem i nagrodą, a wywalczenie trofeum można chyba uznać za dodatkowy prezent od Boga!

Co do prezydenta Dudy, wydaję mi się, że obecność głowy państwa na takim wydarzeniu powinna być swoistą "instytucją". Należy jednak ubolewać, że Pan Prezydent wraz z ministrem sportu nie zajęli miejsca obok prezesa Bońka, tylko schowali się w prywatnej loży spółki PGE. Tego nie rozumiem i nie zrozumiem. Doszło zresztą do rzeczy kuriozalnej, ponieważ zadzwoniła do mnie pani z Kancelarii Prezydenta i poinformowała, że "jest polecenie, aby nie pokazywać prezydenta w telewizji". Zapytałem wówczas co jest powodowane takim postanowieniem, lecz niestety nie otrzymałem satysfakcjonującej odpowiedzi. Odpowiedziałem jedynie krótko, że ewentualne "polecenie" może dotyczyć wyłącznie wewnętrznej struktury kancelarii, a nie prywatnej stacji telewizyjnej... Jeżeli byłaby to prośba, to być może bym ją rozważył, jednak takie postawienie sprawy było cokolwiek kuriozalne. Myślę, że prezydent i minister sportu powinni zająć miejsce na trybunie honorowej tuż obok prezesa PZPN i wykorzystać ten czas na dyskusję na temat innych zagadnień dotyczących polskiej piłki.

Co jeśli chodzi o pirotechnikę, która chyba już na stałe zagościła na trybunach Narodowego?

Jest to sprawa dość kontrowersyjna. Myślę, że póki nie istnieje zagrożenie życia, czyli dopóki kibice nie rzucają tych rac i petard na boisko oraz sąsiednie sektory, to liberalizm władz jest uzasadniony. Po samym meczu, kiedy kibice Arki odpalili ognie bengalskie i zaczęło już na dobre być "sylwestrowo", to ktoś zwrócił mi uwagę, że można było pomyśleć, że jest to inicjatywa samych organizatorów! Z pewnością wpływa to na atrakcyjność widowiska, jednak granica tutaj jest bardzo cienka i wydaje mi się, że prezes Boniek powinien przemyśleć, do którego momentu takie zachowania powinny być akceptowane.

Cała rozmowa z Marianem Kmitą w załączonym materiale audio.