Wilfredo Leon kilka dni temu sięgnął z Zenitem Kazań po kolejny triumf w Lidze Mistrzów, po raz kolejny będąc jedną z największych gwiazd Final Four. Nikt nie ukrywa, że Kubańczyk jest jednym z najlepszych przyjmujących na świecie, a reprezentacja Polski przeżywa kryzys właśnie na tej pozycji. Od dawna trwają więc dywagacje na temat powołania Leona, który od dłuższego czasu posiada polskie obywatelstwo.

Ostatnim krokiem ma być zgoda kubańskiej federacji, jednak sprawa... nie postępuje. Ostatnio 23-latek w jednym z wywiadów przyznał nawet, że... zaczął wątpić w pozytywny finisz całej sprawy.

Działacze polskiej federacji twierdzą, że robią wszystko co w ich mocy. Zaczynam mieć wątpliwości... Sprawa od dłuższego czasu nie poszła do przodu.
W czwartek FIVB potwierdziło zgodę kubańskiej federacji na występy Yoandy Leala w reprezentacji Brazylii. Sprawy obu siatkarzy są nieco inne, ale w gruncie rzeczy bardzo podobne. 28-letni Joandry Leal Hidalgo po raz ostatni dla reprezentacji Kuby wystąpił w 2010 roku podczas mistrzostw świata. Od 2012 roku jest zawodnikiem Sada Cruzeiro, z którym wygrywał między innymi trzy klubowe mistrzostwa świata i dwa mistrzostwa Brazylii.

Od 2015 roku posiada brazylijskie obywatelstwo, jednak dopiero teraz zebrano niezbędne dokumenty i przede wszystkim zielone światło od kubańskiej federacji umożliwiające mu reprezentowanie Kraju Kawy. Obowiązkowy okres karencji oznacza, że Leala zabraknie na mistrzostwach świata w 2018 roku, jednak będzie gotowy do gry na igrzyskach olimpijskich w 2020 roku.

 

Sprawa mocno oburzyła polskich dziennikarzy, którzy dopatrują się błędów polskiego związku. W ostry sposób zareagował Andrzej Kostyra, który proponuje "chłostę" dla osób, odpowiedzialnych za taki, a nie inny stan rzeczy: