– Debiutancki sezon był dla mnie pełen nowych wyzwań. Nowy sztab trenerski, większy profesjonalizm oraz wymagania dawały przysłowiowego „kopa” i motywację do ciężkiej pracy. Swoją cegiełkę chciałam dołożyć w taki sposób, aby nie zawieść zaufania, jakim obdarzył mnie trener – mówi Anna Lewandowska.

 

W dzisiejszych czasach wychowankowie w klubach to rzadkość. Tymczasem, Ania jest wierna toruńskim barwom.

 

– Po pierwsze jestem wychowanką i z klubem jestem związana bardzo emocjonalnie, to tu stawiałam pierwsze siatkarskie kroki, żeby w końcu spróbować sił w Orlen Lidze, reprezentując jego barwy. Poza tym jestem bardzo zadowolona z pracy z trenerami. Dobrym argumentem za, jest także pełna lodówka w domu.

 

Torunianki w trakcie sezonu były w kryzysie. Jak zawodniczka radziła sobie z nienajlepszymi wynikami?

 

– Po miesiącach ciężkiej pracy, wylewaniu litrów potu, połamanych paznokciach i rozklejających się butach, przy dużym wsparciu naszych kibiców, uplasowaliśmy się prawie w połowie tabeli. Biorąc pod uwagę sportowy kryzys, jaki przechodziłyśmy w połowie sezonu, końcowy wynik uważam za bardzo satysfakcjonujący.

 

Przez niemalże całą karierę, Anna Lewandowska była podopieczną Mariusza Soi. Jak wpłynęła na nią osoba nowego coacha?

 

– Nicola Vettori to bardzo dobry i wymagający trener. Poświęca dużo uwagi technice oraz doskonaleniu naszej gry. Cechuje go duży profesjonalizm i anielska cierpliwość, czasami nie musi nic mówić – jego mina zdradza wszystko. Muszę również wspomnieć o naszym "Cinku", drugim trenerze, który zaraża pozytywną energią i dużym poczuciem humoru. Nie raz podnosił nas na duchu. Krzysiu statystyk to oaza spokoju, dzięki któremu byłyśmy świetnie przygotowane taktycznie przed każdym meczem – dodaje Lewandowska.