Prawdopodobnie najgorszy sezon za kadencji Arsene'a Wengera powoli dobiera końca, a wielu obserwatorów zapowiada rychłe odejście zasłużonego Francuza. Tymczasem sytuację da się jeszcze nieco uratować i o to właśnie walczą Kanonierzy. Sześć ostatnich wyjazdowych potyczek to aż pięć porażek, więc zaległy wyjazd na St. Mary's Stadium wcale nie musiał być spacerkiem. Tym bardziej, że Arsenal nie wygrał na wyjeździe ligowego spotkania z Southamtpon od 2003 roku...

Wówczas jedynego gola strzelił Robert Pires, tym razem inny Francuz dobił rywali. Wszystko zaczęło się jednak od zdecydowanej przewagi gospodarzy i świetnej dyspozycji Petra Cecha, który w pierwszej połowie kilkukrotnie uratował gości. Najlepsze okazje marnowali Manolo Gabbiadini i Nathan Redmond - doświadczony Czech obronił strzał z dystansu Anglika w niezwykle akrobatyczny sposób.

Obraz gry zmienił się po przerwie: Arsenal zagrał rozważniej i zaczął kontrolować grę, a ataki się zazębiały. Świetna kombinacja Mesuta Ozila i Alexisa Sancheza w 60. minucie zakończyła się golem Chilijczyka, który "nawinął" dwóch rywali jednym zwodem. Wynik dwadzieścia minut później ustalił zmiennik Olivier Giroud, który głową do pustej bramki zakończył udany kontratak i zgranie Aarona Ramseya.

Arsenal nie złożył jeszcze broni i ożywił nadzieje na czołową czwórkę. Kanonierzy przeskoczyli piąty Manchester United i tracą trzy punkty do czwartych The Citizens na trzy kolejki przed końcem sezonu.

Southampton - Arsenal 0:2 (0:0)

Bramki: Sanchez 60, Giroud 83.

Southampton: Forster - Cedric, Stephens, Yoshida, Bertrand - Romeu, Davis - Ward-Prowse (70 Boufal), Tadic (80 Rodriguez), Redmond (70 Long) - Gabbiadini.

Arsenal: Cech - Holding, Mustafi, Monreal - Oxlade-Chamberlain (36 Bellerin), Ramsey, Xhaka, Gibbs - Ozil (89 Coquelin), Sanchez - Welbeck (80 Giroud).

Żółte kartki: Ward-Prowse - Sanchez, Giroud.