“Możemy mówić o pięciu kolejnych obronach tytułu, każdej następnej, coraz bardziej dominującej, przeciwko coraz lepszym rywalkom; jej płynnemu jak jedwab repertuarowi uderzeń, produktu spędzenia życia w elicie kickboxingu; różnicy pomiędzy jej łagodnością poza oktagonem i szokującą bezwzględnością w jego ośmiu ścianach… lub też o jej pewności siebie, charyzmie, która musi przemawiać do wszystkich, którzy widzieli ją na żywo. Ale tak naprawdę, Jędrzejczyk jest specjalna i intrygująca ze względu na to, jak rozprawia się z rywalkami. Joanna jest na szczycie. Jest prawie na pewno najlepszym kobiecym wojownikiem wszech czasów” – tak zaczyna swój artykuł piszący w “Deadspin” o sportach walki Patrick Wyman. Dalej są argumenty:

Repertuar, jakość uderzeń: nie ma przesady w stwierdzeniu, iż w stójce nikt nie jest lepszy. Są rywale – Jose Aldo, Conor McGregor, Edson Barboza, Valentina Szewczenko czy Cody  Garbrandt – ale żaden z wymienionych nie ma takiej różnorodności czy technicznych umiejętności Jędrzejczyk. Joanna ma, wydaje się, nielimitowaną liczbę tricków. Choćby znakomitą pracę nóg (porównanie tylko z Aldo), co pozwala jej na wywieranie ciągłej presji na rywalce lub utrzymywanie pozycji w bliskiej wymianie ciosów.

UFC ma coraz większa liczbę umiejących uderzać fighterów, a wielu z nich potrafi robić wiele rzeczy naprawdę dobrze. Szewczenko, która trzykrotnie, na zasadach Muay Thai biła się z Jędrzejczyk, umie znakomicie trafiać z kontry; Barboza umie zadać cios, odskoczyć i zmienić pozycję, a Garbrandt lubi bić się w zwarciu. Elita (McGregor, Miocic, Aldo, Johnson) uderzających w UFC, potrafi robić dwie z tych trzech rzeczy naprawdę dobrze. Tylko Jędrzejczyk potrafi robić wszystkie trzy – I to na elitarnym poziomie. Potrafi pokazać nam wspaniały przegląd najróżniejszego rodzaju przemocy, prezentowanej z najwyższym stopniem umiejętności… i w przytłaczającej ilości.

Są rywalki do miana najlepszego kobiecego wojownika wszech czasów. Tą najbardziej oczywistą wydaje się Cris Cyborg, która zniszczyła każdą rywalkę od czasu przegrania debiutanckiej walki w 2005 roku czy międzynarodowa gwiazda, jaką jest Ronda Rousey. Ale zarówno Rousey, jak i Cyborg nie miały rywalek o talencie (dotychczasowych) przeciwniczek Jędrzejczyk. Sama Gadelha jest lepsza niż jakakolwiek rywalka w karierze Rousey czy Cyborg. Jeszcze lepszym argumentem za wielkością Jędzrzejczyk jest jej wszechstroność, umiejętność powstrzymania swojego instynktu i zrobienia wszystkiego by wygrać – przy jednoczesnym zachowaniu tej specjalnej sportowej złości, która czyni z niej postrach oktagonu.

Jędrzejczyk preferuje pracę nóg, ale potrafi dostosować się do każdych wymagań stawianych w trakcie walki. Potrafi powstrzymać się przed niszczeniem rywalki seryjnymi kombinacjami ciosów, wykorzystując to, co najbardziej pomoże jej zwyciężyć. Cyborg nigdy nie musiała tego robić podczas swojej serii zwycięstw, a Rousey nigdy nie próbowała. To prawdziwa wielkość. Jędrzejczyk nie ma ponadnaturalnej umiejętności Rousey kończenia walk, czy fizycznej siły Cyborg. Nie ma pojedynczej, kończącej siły ciosu i pomimo tego, że jest szybka, nie jest sportowcem, który przytłacza przeciwniczki. Zamiast tego, jej dominacja zbudowana jest na nieprawdopodobnych umiejętnościach technicznych,  bezwzględności, liczbie ataków, które zatapiają rywalki, a przede wszystkim – umiejętności dostosowania się do tego, co z największą pewnością przyniesie jej zwycięstwo. Bez względu na jej własne preferencje.

Cokolwiek Jędrzejczyk zrobi teraz – kolejne zwycięstwa w wadze słomkowej czy atak na tytuł w nowej, spodziewanej wkrótce w UFC kategorii wagowej – Joanna już teraz jest najlepszym kobiecym wojownikiem wszech czasów.