Sporty walki

Gala Invicta 23: Porto vs Niedźwiedź. Wyniki...

Na co dzień pełna pokory i niezwykle skromna dziewczyna. Aparycją przypomina grzeczną uczennicę z pierwszych rzędów licealnej sali. Po wejściu do klatki staje się jednak bezwzględną kreaturą. Agnieszka Niedźwiedź każdego dnia skutecznie łączy rolę młodej mamy z uprawianiem zawodowo MMA. Macierzyństwo mogło zatrzymać jej karierę, ale determinacja sprawiła, że dzisiaj jest niepokonaną zawodniczką z dziewięcioma walkami na koncie i wielkimi marzeniami. Marzeniami jak najbardziej realnymi. Myślami jednak nie chce wybiegać w przyszłość i skupia się na swoim najbliższym występie.

„Kuma” (pseudonim pochodzący od japońskiego znaczenia słowa  „niedźwiedź”) już 20 maja na gali Invicta FC 23 stoczy najważniejszy pojedynek w swojej karierze, a jej rywalką będzie Vanessa Porto (18-7, 3 KO, 10 SUB). Brazylijka zajmuje czołowe miejsca w rankingach kategorii muszej na świecie. Pokonała m.in. aktualną mistrzynię UFC w kategorii piórkowej Germaine de Randamie oraz napsuła sporo krwi Amandzie Nunes (mistrzyni UFC w kategorii koguciej) czy Cristiane Justin Cyborg.

Przed Polką zadanie z gatunku tych najtrudniejszych, ale Niedźwiedź do pojedynku przystępuje z chłodną głową. Świadoma swoich umiejętności wierzy w końcowy sukces i nawet przez myśl jej nie przejdzie, że sobotnia rywalizacja mogłaby się potoczyć według innego scenariusza. Z jakimi nadziejami do walki przystępuje 22-letnia Polka? I dlaczego to ona w przyszłości może zostać kolejną mistrzynią UFC?

* * *

Maciej Turski: W Stanach Zjednoczonych będziesz walczyła po raz drugi. Czy tym razem były jakieś problemy z aklimatyzacją i przystosowaniem się do strefy czasowej obowiązującej w Kansas?

Agnieszka Niedźwiedź: Oczywiście teraz już jest wszystko w porządku. Na początek, tuż po przylocie, byłam troszkę zmęczona, ale mój wspaniały menadżer Paweł Kowalik wsparł mnie dobrym słowem i z jego pomocą udało przetrwać się drobny kryzys.

Jak wyglądała sprawa ze zbijaniem wagi? Przy okazji ostatniego pojedynku były z tym drobne kłopoty.

Na całe szczęście nie było żadnych problemów. Od początku wszystko szło po naszej myśli, kilogramy schodziły zgodnie z planem. Na wagę wniosłam wymagany limit i spokojnie mogłam już skupić się na nadchodzącym pojedynku.

Na gali Invicta FC 23 zmierzysz się z Vanessą Porto i niewątpliwie będzie to największe wyzwanie w Twojej karierze. Brazylijka biła się z dwoma mistrzyniami UFC, a dodatkowo przetrwała pełny dystans z niezwykle mocną Cristiane Cyborg. To chyba wystarczająca rekomendacja umiejętności Porto...

Doświadczenie będzie największą przewagą Vanessy. Była pionierką kobiecego MMA i cały czas znajduje się w światowej czołówce. W rankingach światowych notowana jest na drugim miejscu i cieszę się, że dostałam szansę walki z taką zawodniczką. Po prostu mega zaszczyt.  Wiem, że nie będzie to łatwa przeprawa, ale wiem, że jestem doskonale przygotowana na tę rywalizację.

Ewentualne zwycięstwo z tak doświadczoną i tak rozpoznawalną zawodniczką z pewnością zwróci na Ciebie uwagę sporej części środowiska MMA za oceanem. Organizacja UFC planuje niedługo wprowadzić kategorią muszą, a więc w jakiś sposób ten pojedynek może otworzyć furtkę do największej marki w światowym MMA.

Na pewno mogę więcej zyskać niż stracić. Nie muszę narzucać sobie dodatkowej presji, ale doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważna jest to dla mnie walka. Zwycięstwo pozwoli mi wskoczyć do czołówki rankingów i jest to dla mnie, tylko i wyłącznie, ogromna motywacja.

Organizacja UFC zorganizuje w Twojej kategorii wagowej sezon programu „The Ultimate Fighter”, który wyłoni pierwszą mistrzynię dywizji muszej. Podobno ze swoim sztabem kompletnie nie byliście zainteresowani propozycją udziału w tym projekcie. Dlaczego?

Nie wiem czy była propozycja, bo takimi sprawami zajmuje się mój menadżer. Od początku jednak wiedzieliśmy, że nas ten pomysł nie interesuje. Jeśli była taka oferta, to Paweł nawet nie zawracał mi nią głowy, bo nie było po prostu sensu. Nie chcieliśmy tam trafić i mamy inny plan na poprowadzenie mojej kariery.

Dla wielu zawodników udział w tym programie jest jedyną szansą otrzymania kontraktu w UFC. Wy rezygnujecie z takiej możliwości ot tak. Możesz wytłumaczyć dlaczego? Na pierwszy rzut oka wydaje się to absurdalne.

Nie ma żadnej tajemnicy. Po pierwsze, z udziału wyklucza mnie mój synek. Wylot do Stanów Zjednoczonych wiązałby się z kilkumiesieczną rozłąką, a to nie wchodzi w grę. Nie wyobrażam sobie takiego rozwiązania. Po drugie, kontrakty otrzymywane w programie nie są kontraktami na warunkach normalnych umów z UFC, a więc finanse też nie do końca by się zgadzały. Po trzecie, nie jestem już na tym etapie kariery, żeby brać łapczywie ofertę udziału w TUF-ie. Gdyby na początku kariery była taka propozycja, to pewnie wzięłabym ją bez zastanowienia. Teraz mamy nieco inny pomysł na rozwój mojej dalszej kariery. Na tym poziomie dążymy do normalnej umowy z UFC, na normalnych, lepszych warunkach.

Poruszyłaś temat macierzyństwa, a w przypadku Twojej kariery to mógł być moment zwrotny. W młodym wieku zdecydowałaś się urodzić dziecko i na dłuższy czas wypadłaś ze sportowego trybu życia. Nie obawiałaś się, że może to być koniec przygody z zawodowym MMA?

Były takie wątpliwości, miałam sporo myśli w głowie. Zdawałam sobie sprawę, że mogę już do zawodowych występów nie wrócić. Po narodzinach synka zrobiłam jednak wszystko, co byłam w stanie zrobić, żeby wrócić na salę. Poukładałam sprawy życiowe, dostosowałam do swojego planu treningowego i zauważyłam, że przy pełnym zaangażowaniu można to zrobić. Każdy kolejny dzień dodawał mi pewności i zaczęłam na nowo wierzyć, że to się po prostu może udać.

Bez wsparcia najbliższych byłoby to jednak niemożliwe...

Dokładnie tak. Cała rodzina poświęciła dla mnie sporo swojego czasu i zrobili wszystko, aby pomóc mi wrócić do uprawiania MMA. Jeśli tylko nie mogę opiekować się małym to zawsze mogę liczyć na wsparcie moich najbliższych. Pod koniec przygotowań, kiedy jestem już zmęczona, zawsze starają się mnie odciążyć. Jak widzą, że potrzebuję odpoczynku i mam wszystkiego dość, to zabiorą go na spacer, żebym tylko mogła chwilkę się zdrzemnąć i złapać troszkę energii.  Bez ich pomocy wszystko byłoby bardziej skomplikowane i jestem im za to ogromnie wdzięczna.

Prywatnie jesteś niezwykle spokojną osobą, bardzo wyciszoną i skromną. Zupełnie nie widać w Tobie cienia agresji, a po wejściu do klatki, kiedy zamykają się za Tobą drzwi i stawiasz pierwszy krok na macie, stajesz się kompletnie inną osobą.

Naprawdę nie mam pojęcia jak to działa i jak to się dzieje. Faktycznie, prywatnie jestem raczej spokojną i raczej troszkę wyciszoną i zamknięta w sobie osobą, a klatka odwraca sprawę o 180 stopni. Może właśnie przez to, że jestem taka spokojna na co dzień łatwiej mi wyrzucić z siebie więcej energii? Ładuje baterie przez cały czas, a później na walce odpalam wszystko, co mam w sobie. Cieszę się, że potrafię oddzielić życie prywatne od sportowej rywalizacji i na całe szczęście to się sprawdza. Chyba na razie nic w tej kwestii nie trzeba zmieniać. Rozkład sił jest odpowiedni!

W swoich przygotowaniach korzystasz także z pomocy Karoliny Kowalkiewicz, czyli czołowej zawodniczki UFC w kategorii niższej o pięć kilogramów niż Twoja. Widzieliśmy, że Karolina potrafiła na gali UFC 205 mocno postawić się Joannie Jędrzejczyk. Jak wyglądają Wasze sparingi z Karoliną i jak wypadasz na jej tle?

Nie do końca jest to wymierne porównanie, bo jesteśmy w innych kategoriach wagowych. Czuję się bardzo dobrze, ale przez różnicę kilogramów Karolina ma nieco utrudnioną sprawę. Sparingi są naprawdę solidne i wydaje mi się, że prezentujemy zbliżony poziom sportowy. Na pewno nie odbiegam umiejętnościami od niej i fakt, że nie odbiegam od światowej czołówki dodaje mi pewności siebie. Teraz jest mój czas i muszę to „tylko” udowodnić w trakcie walk.

Jak spytałem o Karolinę Kowalkiewicz, to nie mogę pominąć Joanny Jędrzejczyk. Z pewnością śledzisz jej dokonania w UFC w kategorii słomkowej, którą Asia „wyczyściła” w całości. Najprawdopodobniej spróbuje swoich sił także w Twojej kategorii, jeśli taka pojawi się w UFC. Myślałaś już o konfrontacji z Joanną Jędrzejczyk?

Takie zestawienie byłoby oczywiście spełnieniem moich marzeń. Asia jest w tym momencie najlepszą zawodniczką na świecie, ale walka wszystko by zweryfikowała. Mam już jakiś plan na taką rywalizację i myślę, że mogłabym znaleźć sposób, aby ją pokonać. Na razie to tylko sfera marzeń i szczegółowo zajmę się tym w odpowiednim czasie.

Sporo zawodniczek widzi słabe strony Jędrzejczyk i o nich głośno mówi, ale później z realizacją planu taktycznego nie idzie już tak łatwo. W jaki sposób starałabyś się wprowadzić skutecznie swoje założenia w życie?

Mam kompletnie inny klincz niż większość kobiet w MMA. Wydaje mi się, że właśnie klincz i parter mogłyby okazać się kluczem do sukcesu. W tych płaszczyznach na pewno szukałabym swojej szansy.

W Polsce niewielu przedstawicieli mediów zwraca na Ciebie uwagę, a w Stanach Zjednoczonych już robi się o Tobie coraz głośniej i częściej można znaleźć Twoje nazwisko na portalach branżowych. Dlaczego tak się dzieje?

Od początku skupiliśmy się na budowaniu mojej kariery za oceanem, ale faktycznie brak zainteresowania polskich mediów jest troszkę zaskakujący, również dla mnie. Może dlatego, że często przebywałam za granicą? W Stanach Zjednoczonych jestem coraz bardziej rozpoznawalna i cieszy mnie zainteresowanie tutejszych fanów.

Jakie są Twoje cele sportowe na najbliższe miesiące?

Trzeba wygrać z Porto i w tym momencie nic więcej się nie liczy. Zwycięstwo w dobrym stylu przyciągnie uwagę większej liczby kibiców i na razie skupiam się tylko na tym.

I tego Tobie życzę – pewnego zwycięstwa i zasłużonego odpoczynku.

Nie dziękuję i zrobię wszystko co w mojej mocy, by tak się stało.