Jeśli ktokolwiek wyśle dziś list na skrzynkę mailową VfL, natychmiast dostanie zwrotną informację o tym, że przez najbliższe dni klub skupiony jest na walce o utrzymanie, która rozpocznie się w czwartek meczem na Wolkswagen Arena. Atmosfera jest więcej niż napięta, czuć mobilizację, ale i frustrację w konsekwencji tego, co wydarzyło się w sobotę w Hamburgu w ostatniej kolejce. Trudno opowiedzieć, jeszcze trudniej opisać, jak koncertowo Wilki wpędziły się w kłopoty. I to wszystko w chwili, kiedy całe miasto obchodzi jubileusz 20-lecia gry w Bundeslidze, a klub w spokoju miał przygotować się do nowych, znacznie lepszych pod względem sportowym rozgrywek.

 

Chyba nie ma co już wracać do wydarzeń z początku sezonu: nietrafionej trenerskiej zmiany na Valeriena Ismaela, nawet roszady na najwyższym szczeblu, gdzie na stanowisku dyrektora sportowego Klausa Allofsa zastąpił Olaf Rebbe, być może nieprzemyślanych transferów z/do klubu. Ten sezon VfL po prostu się nie udał i basta. Można było jednak zakończyć go względnym spokojem. Wystarczyło nie podejmować nieroztropnych, żeby nie powiedzieć głupich decyzji…

 

Łatwo powiedzieć, gdy emocje sięgają zenitu, ale w sobotę nawet dziecko widziało, że trener Andries Jonker po prostu się zagubił. VfL do uniknięcia baraży potrzebny był remis w wyjazdowym spotkaniu w Hamburgu. Wilki prowadziły po golu Robina Knoche w 23 minucie. Kontrolowały grę, spokoju nie zakłóciła nawet wyrównująca bramka gospodarzy, bo padła nie w skutek przewagi przeciwnika, a błędu własnego Philippa Wollscheida. Tuż przed przerwą jednak nad drużyną Błaszczykowskiego zaczęły zbierać się czarne chmury. Polak był zdecydowanie jedną z najjaśniejszych postaci swojego zespołu, ale w jednym ze starć złapał się za udo. Z grymasem bólu opuścił boisko, wrócił na nie, ale już na drugą połowę Jonker wpuścił Portugalczyka Vieirinhę. Wszystko zdawało się funkcjonować jak należy, ale kwadrans przed końcem na boisko padł również prawy obrońca Sebastian Jung. I wtedy Jonker zwariował…

 

Choć miał w rezerwie jeszcze kilku doświadczonych zawodników, postawił na 18-letniego młokosa z Nigerii Victora Osimhena, który dopiero przed tygodniem zadebiutował w Bundeslidze. Zagrał niespełna pół godziny, a w sobotę w Hamburgu, będąc nominalnym napastnikiem, miał zabezpieczyć prawą stronę. Nie wspominając już o dwóch zagraniach pod nogi przeciwnika w kluczowym momencie nawet nie zerwał się do rywala, który przyjął długą piłkę w narożniku boiska. Dochodził do niego spacerem, a kiedy ten dośrodkowywał, podniósł od niechcenia nogę i obserwował, jak piłka leci w pole karne. Tam akcję wykończył uderzeniem głową gracz HSV i tak oto VfL, wicemistrz i zdobywca Pucharu Niemiec sprzed dwóch lat spadł na miejsce barażowe. Na ławce pozostali m.in. doświadczony, 27-letni Daniel Didavi (18 meczów w tym sezonie, czwarty zawodnik całego zespołu pod względem not) oraz jeszcze starszy Christian Träsch (11 meczów w tym sezonie). Joker tłumaczył później, że wybór składów i rezerwowych determinowała taktyka na HSV.

 

Dla Wolfsburga to katastrofa. 16. miejsce na finiszu jest najgorszym, odkąd klub ten awansował do Bundesligi. Wprawdzie dekadę temu zdarzyło się, że VfL kończył rozgrywki z zaledwie 37 punktami, ale wówczas wystarczyło to na 15., bezpieczne miejsce. Wracając do trenerów, wyglądało to słabo. Zaczął Dieter Hecking (0,86 punktu na mecz), Ismael poprawił się niewiele (1,07), a Jonker (1,25) zawalił finisz.

 

Kuba w tym sezonie ma wielkiego pecha – albo z urazami, albo do trenerów. Wprawdzie zagrał w 28 z 34 meczów (trzeci wynik w drużynie), ale tylko w 11 od pierwszej do ostatniej minuty. Ma ważny kontrakt z klubem, ale już kilka tygodni temu głośno było o tym, że może opuścić  Wolfsburg. Teraz dodatkowo przyplątała mu się kolejna kontuzja, która prawdopodobnie wykluczy go z barażowych spotkań. Dla nas to szczególnie zła informacja w kontekście zbliżającego się meczu z Rumunią w eliminacjach mundialu.

 

Rywalem w VfL w barażach będzie Eintracht Brunszwik, jeden z klubów zakładających Bundesligę, oddalony o zaledwie 40 km. Zapowiada się więc na derby o nieprawdopodobnym napięciu, czego Wilki chciały za wszelką cenę uniknąć. Pierwszy mecz już w najbliższy czwartek.