Do tej pory Cavaliers byli niczym walec. Z ekipami Indiana Pacers i Toronto Raptors wygrywali po 4-0, a w dwóch pierwszych meczach z Celtics, w dodatku na wyjeździe, zwyciężyli łącznie różnicą 57 punktów. Kiedy okazało się, że lider bostończyków Isaiah Thomas z powodu kontuzji w tym sezonie już nie zagra, to wydawało się, że dalsza rywalizacja jest tylko formalnością.

Co więcej minionej nocy "Kawalerzyści" w trzeciej kwarcie prowadzili już 77:56. W tym momencie jednak ich gra zacięła się i goście zaczęli odrabiać stratę. Ostatnia część gry była już bardzo zacięta, a zwycięstwo Celtics w szczęśliwych okolicznościach dał Avery Bradley. 26-latek niemal równo z końcową syreną trafił "za trzy", a za nim piłka wpadła do kosza, cztery razy odbiła się od obręczy.

Wśród zwycięzców najlepszy był Marcus Smart, zdobywca 27 punktów. Duży wkład mieli również rezerwowi, którzy łącznie uzyskali 32 pkt. Zawodnicy z ławki Cavaliers dorobek drużyny powiększyli o zaledwie dziewięć punktów.

- Ponieważ Isaiah nie może grać, wszyscy musieliśmy dać z siebie więcej niż zwykle. Każdy wywiązał się ze swojej części zadania - podkreślił Smart.

W zespole ze stanu Ohio słabszy dzień miał LeBron James. Tym razem trafił tylko cztery z 13 rzutów z gry i spotkanie zakończył z zaledwie 11 punktami. W dodatku miał aż sześć strat. Na wyróżnienie zasługują natomiast Kyrie Irving i Kevin Love. Pierwszy zdobył 29 pkt, a drugi na swoim koncie zapisał 28 pkt i 10 zbiórek.

- Trochę się cieszę z tej porażki. Jeśli miała nam się przydarzyć, to lepiej teraz niż później. Musimy się przegrupować i grać lepiej - powiedział James.

Łącznie z trzema zwycięskimi meczami na finiszu poprzedniego sezonu, "Kawalerzyści" byli niepokonani w play off przez 13 spotkań, co stanowi wyrównanie najlepszego osiągnięcia w historii ligi. Taką passą mogą się pochwalić jeszcze tylko Los Angeles Lakers, a zanotowali ją w latach 1988-89.

Mecz numer cztery we wtorek, również w Cleveland.

W finale Konferencji Zachodniej Golden State Warriors prowadzą z San Antonio Spurs 3-0.