Śmiało można stwierdzić, że ów pojedynek był za „sześć punktów” dla jednych i drugich. To dotyczyło zwłaszcza przyjezdnych, którzy przed tą konfrontacją plasowali się na 15. lokacie, która nie daje pewnego utrzymania, a jedynie grę w barażach z czwartą ekipą drugiej ligi. Wisła traciła do GKS-u Tychy dwa oczka i w przypadku ewentualnego triumfu mogła wyprzedzić swoich rywali, zamieniając się jednocześnie miejscami w tabeli. Każdy inny wynik premiował tyszan, którzy nie mieli zamiaru kalkulować, wiedząc, że zwycięstwo praktycznie zapewni im ligowy byt.

 

Miejscowi od początku ruszyli do ataku. Już w 26. minucie na listę strzelców mógł wpisać się Jakub Świerczok, ale jego strzał obronił bramkarz gości. To co nie udało się wtedy, były napastnik m.in. Górnika Łęczna i Zawiszy Bydgoszcz sfinalizował kwadrans później, kiedy to wykończył kontratak GKS-u, otwierając wynik tego meczu. Taki rezultat utrzymał się do przerwy.

 

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Cały czas bliżej zwycięstwa byli gospodarze, a kropkę nad i postawił w samej końcówce znowu Świerczok. Najlepszy napastnik GKS-u, który do ostatniej kolejki powinien walczyć o koronę króla strzelców pierwszej ligi, dopełnił formalności po akcji Łukasza Grzeszczyka w 88. minucie. Po tym ciosie Wisła już nie miała prawa podnieść się i ostatecznie przegrała 0:2. Warto podkreślić, że napastnik GKS-u strzelił w ostatnich czterech meczach aż osiem goli!

 

Bezcenny triumf GKS-u Tychy sprawił, że na dwie kolejki przed końcem sezonu zespół ten ma już pięć punktów więcej od piętnastej w tabeli Wisły Puławy. Z kolei przyjezdni znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ tylko cud może uchronić ich od bezpiecznego utrzymania się. Puławianie mają tylko oczko więcej od strefy spadkowej, a już w najbliższej serii gier zmierzą się z liderem, Sandecją Nowy Sącz.

 

GKS Tychy – Wisła Puławy 2:0 (1:0)

 

Bramki: J. Świerczok 40’, 88’