Hokeiści z Pittsburgha stoją przed bardzo trudnym zadaniem, gdyż zdobyć dwa razy z rzędu Puchar Stanelya nie udało się nikomu od 19 lat.

 

Po pierwszej tercji "Pingwiny" prowadziły już 3:0 (bramki zdobyli Jewgienij Małkin, Conor Sheary i Nick Bonino) i wydawało się, że ich przewaga utrzyma się do końca spotkania. W drugiej jednak na listę strzelców wpisał się tylko Ryan Ellis z debiutującego w finale zespołu z Nashville.

 

Trzecia odsłona pojedynku była niezwykłe emocjonująca. "Drapieżniki" po strzałach Coltona Sissonsa i Fredericka Gaudreau doprowadziły do wyrównania.

 

Obrońców tytułu przed dogrywką uratowali Jake Guentzel i Bonino, którzy dwukrotnie pokonali w 57. i 59. minucie meczu bramkarza gości Pekkę Rinne i ustalili wynik na 5:3 dla "Pingwinów".

 

"Nie zagraliśmy dzisiaj do końca skutecznie, ale najważniejsze jest zwycięstwo. To było dobre zakończenie, gdy zdobyliśmy dwie bramki" - ocenił mecz kapitan Penguins Sidney Crosby.

 

Drugie spotkanie odbędzie się w nocy ze środy na czwartek także w Pittsburghu.

 

Drużyna z Pittsburgha do finału awansowała po raz szósty. Po Puchar Stanleya sięgała w 1991, 1992, 2009 i 2016 roku. Ponownie w decydującej serii zmierzy się z ekipą, która tak daleko nigdy wcześniej nie zabrnęła. W ubiegłym roku pokonała San Jose Sharks 4-2.

 

W sezonie zasadniczym Penguins i Predators grali ze sobą dwukrotnie. Za każdym razem zwyciężyli gospodarze - w Pensylwanii było 4:2, a w Tennessee 5:1.