W sobotnim finale zmierzą się rozstawiona z "trójką" Simona Halep i 47. obecnie jeszcze w rankingu WTA (od poniedziałku będzie w Top 20) Jelena Ostapenko. Zarówno 25-letnia Rumunka, jak i młodsza o pięć lat Łotyszka czekają na pierwszy w karierze triumf w Wielkim Szlemie. Druga z nich nigdy wcześniej nie przeszła trzeciej rundy w zawodach tej rangi.

- Nikt się raczej nie spodziewał takiego składu w decydującym spotkaniu. Przyznam szczerze, że odkąd zakończyłam karierę, to oglądam przede wszystkim mecze polskich tenisistów i tych polskiego pochodzenia. Nie wiem, jak dokładnie gra Ostapenko, ale to rosyjska szkoła. Kto wygra jutro? Ciężko wytypować. Tak naprawdę wszystkie scenariusze są możliwe. Kobiecy tenis jest tak zmienny, tyle różnych rzeczy ma wpływ... Przez to wskazywanie faworyta jest znacznie trudniejsze niż w męskiej drabince - zaznaczyła Domachowska.

Halep błyszczała dotychczas w Paryżu, choć w ćwierćfinale była w dużych opałach. Przegrywała z Ukrainką Jeliną Switoliną 3:6, 1:5, a w tie-breaku drugiej partii obroniła piłkę meczową.

- Kobiecy tenis jest znacznie bardziej emocjonalny. Niezbyt często u mężczyzn zdarzają się takie powroty jak ten Halep. Dodatkowo zawodniczki nie mają takiego atutu w postaci potężnego serwisu jak panowie. No może Serena Williams ma w tym elemencie przewagę nad resztą. To też wpływa na zmienność kobiecego tenisa - podkreśliła warszawianka.

Przypomniała, że Agnieszka Radwańska, która odpadła w tym roku z French Open w trzeciej rundzie, nie przepada za rywalizacją na kortach ziemnych. Poza krakowianką do tego etapu dotarła też w Paryżu Magda Linete, dla której to największy sukces w karierze. Poprzednio dwie Polki w tym gronie wielkoszlemowych zmagań znalazły się w Australian Open 2008, a były nimi Radwańska i właśnie Domachowska.

- Pamiętam Magdę sprzed czterech, pięciu lat, gdy obie jeszcze grałyśmy. Zrobiła od tego czasu duży postęp, gra bardzo fajnie. Ciężko na to pracowała. Mówiła, że zawodzi jeszcze u niej czasem głowa? Wpływ emocji na pewno jest duży, ale i tak zanotowała duży postęp i jest na dobrej drodze, by to wszystko sobie poukładać - podsumowała Domachowska.

Odniosła się również do propozycji Szweda Matsa Wilandera. Były tenisista, a obecnie ekspert i komentator zasugerował, by kobiece mecze w wielkoszlemowym singlu były rozgrywane - wzorem męskiej rywalizacji - do trzech wygranych setów. Jego zdaniem pozwoliłoby to ograniczyć niespodziewane rozstrzygnięcia.

- Może i faktycznie by to pokazało, które zawodniczki są mocniejsze. To byłby naprawdę test wytrzymałościowy... Tylko pewnie mało kto by go wytrzymał. Mogłoby być naprawdę ciężko - zwróciła uwagę była zawodniczka, która w 2009 roku zajmowała 37. miejsce na światowej liście.

Ona oraz m.in. Mariusz Fyrstenberg, Urszula Radwańska oraz kapitanowie biało-czerwonych - odpowiednio - w Pucharze Federacji i Davisa Klaudia Jans-Ignacik i Radosław Szymanik są ambasadorami akcji "Dzieciaki do rakiet", której celem jest upowszechnianie i popularyzacja tenisa wśród najmłodszych.

Druga edycja została zainaugurowana w piątek w Warszawie, a w kolejnych miesiącach takie imprezy odbędą się w dziewięciu innych polskich miastach. Od września z kolei w 50 szkołach, które otrzymają sprzęt sportowy, a nauczyciele zostaną przeszkoleni, ma odbywać się nauka tego sportu w ramach lekcji wychowania fizycznego.

- Akcja jest fantastyczna. Obserwowałem ją w zeszłym roku, świetnie się rozwija. Dostępność tenisa jest znacznie większa niż była kiedyś. Nie chodzi o to, by przy dziecku w wieku 4-5 lat myśleć o tym, że będzie następnym Novakiem Djokovicem, Borisem Beckerem, Steffi Graf, Agnieszką Radwańską czy Jurkiem Janowiczem. Ważne jest, by dzieci spędzały czas na zewnątrz, miało nowych kolegów, umiały rywalizować i radzić sobie z porażkami. Im więcej dzieci będzie grało, tym łatwiej wyłapać talenty - zaznaczył Szymanik.