Spotkanie trwało cztery godziny i 34 minuty. Nie brakowało w nim zwrotów akcji. Z trybun śledziła je Rumunka Simona Halep, która w sobotę zagra w finale kobiecych zmagań.

Początek pierwszego seta nie wskazywał, że Murray nawiąże wyrównaną walkę z rywalem. Grał statycznie i czekał głównie na błędy rywala, oddając mu inicjatywę. Przebudził się dopiero po stracie podanie w ósmym gemie. W całym spotkaniu grał nierówno, momenty dużej aktywności na korcie przeplatał marazmem. Szwajcar grał znacznie solidniej, choć nieraz sprawiał prezenty rywalowi w postaci prostych błędów.

Szkot w trzecim secie zaczął notować więcej przebłysków formy i wyszedł z trudnej sytuacji - przegrywał 0:3, a potem 2:4. We wcześniejszej fazie turnieju spędził na korcie ok. trzech godzin więcej niż Wawrinka i dało to o sobie znać w dalszej części meczu. W czwartej odsłonie utrzymał podanie, ale w tie-breaku nie miał już wiele do powiedzenia. W piątym, decydującym secie, był tłem dla pewnie grającego zawodnika z Lozanny.

- Przy takiej atmosferze, jaka dziś tu była, nie masz wyjścia i musisz dać z siebie wszystko. To było coś niesamowitego. Są dwa sposoby patrzenia na sytuację - możesz skupiać się na tym, że przegrywasz w setach 1:2 mimo prowadzenia gry albo na tym, że dominujesz i możesz odzyskać kontrolę. Wolałem ten drugi scenariusz. Grając z Andym wiesz, że przebije wiele piłek na twoją stronę, gra w urozmaicony sposób, ale trzymałem się swoich atutów - analizował później 32-letni Wawrinka, który został najstarszym finalistą tych zawodów od 1973 roku.

Jego ofensywny styl gry miał odzwierciedlenie w statystykach. Zanotował on 87 uderzeń wygrywających i 77 niewymuszonych błędów. Brytyjczyk miał ich w obu przypadkach po 36.

Była to 18. konfrontacja tych graczy. Po raz ósmy lepszy okazał się Szwajcar, który zrewanżował się tym samym Szkotowi m.in. za porażkę w półfinale poprzedniej edycji zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa.

Szwajcar, który ma w dorobku trzy tytuły wielkoszlemowe (na trzy występy w finale zawodów tej rangi), udowodnił już zwycięstwem sprzed dwóch lat, że jest groźny na kortach ziemnych. Co prawda w najważniejszych imprezach poprzedzających tegoroczną edycję nie odniósł sukcesów, ale tuż przed przylotem do Paryża triumfował w Genewie i jak na razie kontynuuje dobrą passę. W drodze do półfinału nie stracił seta.

Młodszy dwa lata Murray jedyny raz w decydującym spotkaniu French Open wystąpił 12 miesięcy temu - musiał uznać wówczas wyższość Serba Novaka Djokovica. Brytyjczyk ma na koncie trzy wygrane w Wielkim Szlemie - dwukrotnie triumfował w Wimbledonie (2013 i 2016) i raz w US Open (2012).

Na razie w tym sezonie nie może odnaleźć najlepszej formy. Poprzedni rok był w jego wykonaniu imponujący - zwyciężył w Wimbledonie oraz turnieju olimpijskim w Rio de Janeiro, wystąpił w decydującym spotkaniu Australian Open i French Open, a w US Open dotarł do ćwierćfinału. Łącznie wygrał dziewięć turniejów. Po zajęciu jesienią fotela lidera rankingu ATP zaczęło mu się jednak wieść gorzej. W tym sezonie zwyciężył, jak na razie, tylko w jednej imprezie - w lutym w Dubaju. Z Australian Open pożegnał się już w 1/8 finału. Przed French Open wystąpił w tym roku w czterech zawodach na kortach ziemnych - najlepiej mu poszło w Barcelonie, gdzie zatrzymał się na półfinale.

O tytuł Wawrinka zagra z triumfatorem rekordowych dziewięciu edycji Hiszpanem Rafaelem Nadalem, który jest rozstawiony z "czwórką" lub Austriakiem Dominikiem Thiemem (6.).

 

Zamów produkt TENIS PREMIUM

 

Mecze French Open do obejrzenia na kanałach Tenis Premium 1 i Tenis Premium 2.