Do poprzedniej walki, wygranej w kontrowersyjnych okolicznościach przez Warda, promujący go Roc Nation Sports dołożył prawie pięć milionów dolarów. W listopadzie 2016 roku, pay-per-view wykupiło zaledwie 160 tysięcy widzów. Wpływy ze sprzedaży  nieco ponad dziesięciu tysięcy biletów – 3,3 miliona – brzmią też słabo. Brzmią jeszcze gorzej, kiedy się wie, że GWARANTOWANE przez Roc Nation wypłaty dla pięściarzy wynosiły 12 milionów – siedem dla Kowaliowa i pięć milionów dla Warda. Do imprezy trzeba było strasznie dołożyć, bo dla obu pięściarzy był to pierwszy pojedynek w przekazie PPV, a promocja praktycznie nie istniała.

 

Rosjanin i Amerykanin znani są w USA tylko zagorzałym fanom pięściarstwa, są cenieni przez wszystkich kolegów po fachu – ale dla przeciętnego widza byli, i pozostali osobami anonimowymi. Jak wielkim szokiem była dla organizatorów liczba wykupionych PPV? Wystarczy powiedzieć, że szef organizacyjny Roc Nation, podczas oficjalnych wypowiedzi przed walką nie ukrywał, że liczba 900 tysięcy do miliona sprzedanych subskrypcji będzie... „przyzwoita”.

 

Na tydzień przed rewanżem, w którym zdążyć się może absolutnie wszystko, bilety są w każdej cenie - od 100 do 1200 dolarów. To dwa razy więcej niż kosztowały na pierwszy pojedynek. Można kupić ile się chce i gdzie się chcę. Kiedy rozmawiam z moimi polskimi kolegami, pierwszą reakcją na moje słowa o braku zainteresowania rewanżem jest „nie żartuj!”.

 

Na papierze to po raz kolejny powinna być walka roku, gdzie bilety sprzedają się w kilka godzin po ogłoszeniu walki. Na papierze i w rzeczywistości,  to w sobotę zobaczymy walkę Andre Warda, niepokonanego pięściarza okupującego pierwsze lub drugie  miejsce (w zależności od układów) na liście najwybitniejszych pięściarzy świata bez podziału na kategorie wagowe (P4P), z będącym w pierwszej szóstce rankingów P4P Siergiejem Kowaliowem, wychodzącym zawsze na ring po to, żeby nokautować. Do tego pierwsza walka skończyła się na wielkiej kontrowersji, a obaj panowie rzeczywiście  - a nie dlatego, że tak im każe specjalista od PR – się nie lubią.

 

Wszystko niby się zgadza, tylko dlaczego rewanż zamiast - jak w przypadku pierwszej walki - nie jest w mieszczącej 18,000 widzów T-Mobile Arena, ale w mogącym przyjąć ponad sześć tysięcy mniej kibiców Mandalay Bay Events Center?

 

HBO próbowało – i próbuje – zrobić wszystko, by 17 czerwca przed telewizorami zasiadło jak najwięcej kibiców płacących 70 dolarów za PPV. Roc Nation Sports zapłaciło tym razem HBO za produkcję „24/7”, mającego napędzać sprzedaż PPV bardzo cenionego serialu dokumentalnego, pokazującego kulisy przygotowań obu pięściarzy. Kowaliow, przez nikogo nie prowokowany, już zrobił swoją robotę promocyjną, nazywając rywala wszystkimi dozwolonymi (i niedozwolonymi) słowami w języku angielskim i rosyjskim. Ward, „Syn Boga” nie przeklina, ale dorzucił do ognia puszczając trochę plotkę, trochę prawdę, że trener Kowaliowa John David Jackson tak ma dość Rosjanina, że zaoferował swoje usługi Wardowi.

 

To pewnie i tak niewiele zmieni, bo słyszę, że wszyscy bylibi szczęśliwi, gdyby sprzedaż PPV osiągnęła tym razem 300 tysięcy subskrypcji. To tyle, ile sprzedał na przykład mający już najlepsze lata za sobą Manny Pacquiao, bijąc się pół roku temu z całkowicie anonimowym Jessie Vargasem. Kiedy usiądę w Mandalay Bay oglądać walkę dwóch geniuszy swego sportu, będę się starał o tym wszystkim, co napisałem wyżej, zapomnieć. Wielki sport to wielki sport.

 

Transmisja walki Andre Ward - Siergiej Kowaliow w sobotę na sportowych antenach Polsatu.

 

Skrót pierwszej ich walki w załączonym materiale wideo.