Po pokonaniu Andrieja Kuzniecowa (6:4. 3:6, 6:3), Jerzy Janowicz awansował do II rundy rozgrywek ATP World Tour, które odbywają się na kortach z trawiastą nawierzchnią w Stuttgarcie. Nie było to jednak tylko zwyczajne, kolejne zwycięstwo Polaka. Ten przyzwyczaił nas do tego, że potrafi zaskakiwać nie tylko na płaszczyźnie sportowej. Polski tenisista zwrócił tym razem uwagę mediów z całego świata swoim nietypowym zachowaniem. Według szwajcarskiego dziennikarza, Simona Haeringa, Janowicz miał podczas gry wykrzykiwać m.in. "kocham hamburgery", "kocham pączki", "kocham margarittę". Jak nie trudno się domyślić, nie uszło to uwadze sędziego, który starał się uspokoić Janowicza, a nawet odebrał mu za karę jeden punkt, co jeszcze bardziej sprowokowało naszego zawodnika.

 

 

Podczas meczu Polak miał krzyczeć w stronę głównego arbitra: "Nie masz dowodu na to, co powiedziałem. Co z tego, że kocham hamburgery? Czy zabronione jest mówienie do siebie podczas meczu?". Na dodatek po obronieniu break pointa miał on poprosić sędziego o wodę. Według relacji szwajcarskiego dziennikarza, z ust Janowicza miało paść również nazwisko "Merkel".

 

Po wygranym spotkaniu Jerzy Janowicz wyjaśnił na łamach swojego Instagrama, dlaczego zachowywał się podczas meczu w taki sposób. Powodem miała być kobieta, która głośno krzyczała po każdym zagraniu Polaka, nawet tych nieudanych. Mimo próśb Janowicza o uspokojenie kibicki, sędzia nie zdecydował się na żadną reakcję. To z kolei poirytowało zawodnika i zmusiło do znalezienia własnego sposobu na wyrażenie protestu. Zaprzeczył również temu, że wykrzykiwał nazwisko Kanclerz Niemiec, Angeli Merkel.