Po przejęciu reprezentacji przez trenera Piotra Przybeckiego drużyna znacznie zmieniła swoje oblicze. Z ekipy, która rywalizowała w zeszłym roku na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, w niedzielę mają szansę zagrać jedynie Kamil Syprzak i Przemysław Krajewski. Z kolei z obecnych wybrańców 45-letniego selekcjonera w pierwszym przegranym 6 listopada w Kluż-Napoka 23:28 spotkaniu z Rumunią wystąpili tylko Syprzak i Rafał Przybylski, którzy zdobyli odpowiednio dwie i jedną bramkę.

 

- Na tym przykładzie widać, jak nasza kadra przez pół roku radykalnie się zmieniła. Spora grupa zawodników skończyła swoją reprezentacyjną przygodę, a na ich miejsce pojawiła się młoda świeża krew - dodał 26-letni zawodnik.

 

Odmłodzona reprezentacja postawiła się w środę faworyzowanej Serbii, z którą zremisowała w Niszu 34:34.

 

- Wiadomo jakie było nastawienie przed tym spotkaniem. Byliśmy skazani na porażkę, tylko że my tak nie myśleliśmy. Była w nas wielka wiara, a to jest bardzo ważne, bo bez niej nic się nie osiągnie - podkreślił.

 

Obrotowy katalońskiego klubu zdobył w konfrontacji z Serbią tylko jedną bramkę, ale trener Przybecki uważa, że jego wartość dla reprezentacji znacznie przewyższa jedno trafienie.

 

- Samą swoją obecnością na boisku Kamil niesamowicie absorbuje rywali. Nie ulega natomiast wątpliwości, że brakuje nam jeszcze zgrania - ocenił selekcjoner.

 

Ze względu na udział w Final Four Ligi Mistrzów oraz w rozgrywkach Copa del Rey Syprzak jako ostatni dołączył do kadry. Reprezentant Barcelony Lassa nie wziął udziału w towarzyskim turnieju w Norwegii tylko dołączył do kolegów dopiero w Niszu. Z wieloma z nich, jak chociażby z pierwszym obecnie rozgrywającym Michałem Potocznym z MMTS Kwidzyn, nie miał jeszcze okazji grać.

 

- Reprezentacja znajduje się w przebudowie, jest w niej wielu młodych zawodników i dlatego staramy się wykorzystać każdy trening, aby się zgrać i złapać ze sobą jak najlepszy kontakt. Wierzę, że fajnie to wszystko będzie wyglądało, a efekty naszej wspólnej pracy zobaczymy już w niedzielę w konfrontacji z Rumunią - podsumował Syprzak.

 

Wynik tego meczu ma dla biało-czerwonych znaczenie tylko prestiżowe, bo po remisie z Serbią Polacy stracili szansę na występ w finałowym turnieju, którego gospodarzem w styczniu będzie Chorwacja.