W pierwszej i drugiej rundzie Masternak i Siłłach przede wszystkim oceniali siebie nawzajem. Żaden nie chciał pójść na wojnę. Obaj skupiali się na obijaniu dołów, jednak Siłłach zdołał rozbić lewy łuk brwiowy swojego rywala.

 

W trzeciej odsłonie tej walki Masternak nie miał pomysłu na świetnego Ukraińca, który celowo opuszczał ręce, często zmieniał pozycję i bił bardzo mocno. Po jednym z ciosów nogi ugięły się pod Polakiem, lecz chyba na skutek złego ustawienia... Siłłach w końcówce rundy przyjął jeszcze dwa mocne uderzenia.

 

Kto po takich rundach spodziewał się tego, że Siłłach wyląduje na deskach?! Masternak w idealnym momencie przełamał rywala, trafiając go prawym prostym. Siłłach już tak odważnie nie opuszczał rąk, bił na biegu wstecznym, miał wyraźny szacunek do siły ciosu „Mastera”. Łuk brwiowy Siłłacha także nie wytrzymał. Masternak posłuchał się trenera Andrzeja Gmitruka i bardzo często operował lewym prosty, z czym Ukrainiec nie potrafił sobie poradzić. Siłłach kilka razy odpowiadał, ale to było nic w porównaniu z Polakiem, który czuł się coraz pewniej.

 

Masternak świetnie pokazał się w siódmej rundzie. Nie wykorzystał jednak momentów, kiedy rywal ewidentnie odczuł jego ciosy. Kiedy wydawało się, że przewaga "Mastera" będzie tylko rosła, w ósmej rundzie, nadział się na kontratak i był liczony.

 

Później "Master" się otrząsnął i kilka razy trafił Siłłacha, który nie chciał za wszelką cenę dążyć do nokautu. Zgodnie z planem ostatnie starcie było bardzo wyrównane, Masternak dobrze wyprzedzał ciosami na górę próby Siłłacha na dół. Pod koniec to właśnie Polak ruszył do śmielszego ataku i być może dzięki temu okaże się lepszy.