Adamek i jego nowy trener Gus Curren zapowiadali wielką szybkość "Górala". Ten od początku był bardzo skoncentrowany, zadawał sporo ciosów - raz na górę, raz na dół. Haumono nie potrafił poradzić sobie z taką dynamiką. Kilka razy jednak udało mu się trafić, ale nie bił z pełną mocą.

 

W trzeciej rundzie raz nie udało się Adamkowi w pełni zablokować ciosu Haumono, ale to nic w porównaniu z dynamiką Polaka. „Góral” świetnie składał kombinacje, ale tym razem nie bił już tylko ciosów prostych. Adamek z czasem wydłużał swoje serie, ładnie markował uderzenia, na co Haumono łatwo się nabierał.

 

Świetnie wyglądała lewa ręka Adamka. Pojedynczy cios, podwójny, atak na tułów - to było za wiele dla Australijczyka. Ten próbował różnych rozwiązań i zmieniał pozycję, ale to było na nic. Gubił się, coś szeptał pod nosem, nie ma kompletnie pomysłu na tak dysponowanego "Górala".

 

Haumono wiele razy atakował, był zdecydowanie zbyt wolny na takiego zawodnika, jak Adamek, który z łatwością schodzi z linii uderzenia. "Góral" cały czas się rozkręcał i wydłużał serie.

 

Australijczyk był bardzo wytrzymały, bo przyjął naprawdę mnóstwo uderzeń. Nawet jeśli pojedynczy cios nie robił na nim wrażenie, to skumulowane obrażenia musiały dać mu się we znaki.

 

Adamek nieco ostrożniej boksował w dziesiątej rundzie, częściej klinczował), ale i tak bił swoimi seriami. Haumono napierał, szukał okazji, ale od razu został skontrowany. Publiczność dopingiem też pomagała Polakowi, który pod koniec rundy trafił lewym sierpowym i prawym prostym. Zwycięzcą mógł być tylko jeden!