Początek był bardzo spokojny, obaj raczej skupili się na wzajemnym badaniu. Tlatlik nieco przyspieszył pod koniec pierwszej rundy, lecz do tego momentu to raczej Wierzbicki trafiał częściej i wyprzedzał przeciwnika.

 

Wcześniej największym mankamentem Wierzbickiego była jego prawa ręka i to nad nią chciał pracować Andrzej Gmitruk. Trzeba przyznać, że w sobotę przyjemnie oglądało się Wierzbickiego tak dobrze uderzającego prawym prostym czy też sierpowym. Walka przebiegała według jego planu.

 

W czwartej rundzie Tlatlik w końcu zdecydował się na ciosy na wątrobę, ale to i tak niewiele, porównując do Wierzbickiego, który unikał poważniejszych ciosów i spokojnie boksował.

 

Gmitruk zwrócił uwagę swojemu podopiecznemu, by ten cały czas był w ruchu. Wierzbicki pokazał w piątej rundzie różnorodność swoich ataków, skupiając się na obijaniu korpusu. Nie zapominał jednak o ciosach na górę, czym konsekwentnie wybijał z rytmu Tlatlika.

 

W kolejnej odsłonie tego pojedynku Tlatlik chciał zaryzykować i w odpowiedzi nadział się na mocny lewy sierpowy Wierzbickiego. Chociaż pięściarz boksujący do tej pory w Niemczech wyglądał nieco lepiej, to i tak było to za mało na podopiecznego Gmitruka.

 

- Po prawym sierpowym ma iść lewy - powiedział Wierzbickiemu trener Gmitruk. I jego podopieczny od razu się go posłuchał. W siódmej rundzie Tlatlik, zanim zepchnął rywala pod liny, inkasował kolejne ciosy. Wierzbicki miał coraz mniej sił i nie wykorzystywał niektórych szans, które dawał mu Tlatlik. Pomimo tego dopisał sobie kolejne zwycięstwo w karierze.