Tak krawiec kraje jak mu materii staje. To stare powiedzenie pasuje jak ulał do reprezentacji koszykarzy. Nie mamy koszykarskich gwiazd pierwszej jasności, żadna z czołowych drużyn europejskich nie drży na samą myśl o spotkaniu z nami. Kibice nie wyrywają sobie biletów, by zobaczyć mecz biało-czerwonych.

Nie znaczy to jednak, że kadra jest szara, nijaka i nie ma dla niej żadnych perspektyw. Wręcz przeciwnie. Nieśmiało można nawet marzyć o tym, że przychodzą dla niej jaśniejsze dni. Da się spotkać nawet w polskim, malkontenckim w większości,  środowisku osoby, które w najbliższym Eurobaskecie wietrzą sukces.

W stabilności siła

Na liście powołanych niewiele jest niespodzianek. To zresztą żadna niespodzianka. Bo po pierwsze kołdra nie jest zbyt długa, a po drugie nie było w tym sezonie zawodnika, który byłby objawieniem.

Z drugiej strony stabilizacja składu, to duży atut biało-czerwonych. Gdy po raz pierwszy Mike Taylor prowadził kadrę, jeszcze w połowie zgrupowania, niektórzy zawodniczy przyznawali, że ćwicząc zagrywki potrafią się zderzyć głowami. Pierwszy raz w życiu dostali książeczki z kilkudziesięcioma rozrysowanymi zagrywkami, które nie tylko musieli wykuć na pamięć, ale jeszcze umieć zastosować.

Teraz i metody treningowe i schematy większość graczy ma już opanowane.  Drużyna ma swój styl i strategię. Bardziej wymaga szlifowania niż tworzenia. Wiele czołowych drużyn europejskich takiego komfortu nie ma. Zgranie i stabilność to może być jeden z największych atutów Polaków podczas Eurobasketu.

Ale niestety nie koniecznie wystarczającym. Mamy co prawda niezłych zawodników, zaprawionych w europejskich bojach zarówno na poziomie reprezentacyjnym, jak i klubowym (Adam Waczyński, Damian Kulig, Mateusz Ponitka, Maciej Lampe). Ale podobnych, albo lepszych ma też większość uczestników Eurobasketu. Do tego wspartych często graczami z NBA.

Patrząc tylko na naszych grupowych rywali. W szerokim składzie Słowenii znalazł się choćby gwiazdor Miami Heat Goran Dragić.  W Grecji może zagrać m.in. Kosta Koufos z Utah Jazz, Francuzi spokojnie mogliby stworzyć całą drużynę w oparciu o najlepszą ligę świata i jeszcze by im zostało. Tylko Finlandia i Islandia nie mają zawodników w NBA. Ale gospodarze naszej grupy mają solidną drużynę, która niedawno grała na mistrzostwach świata, a Islandia to dobry europejski średniak.

Każdemu marzy się Lewandowski

Ale takiej gwiazdy reprezentacja koszykówki nie ma i pewnie nie będzie miała przez lata. Marcin Gortat, nasz jedynak w NBA, to bardzo solidny zawodnik, ale nie gwiazda. W niektórych rankingach graczy NBA znajdował się nawet koło 50 miejsca. Jest tzw. zawodnikiem zadaniowym, a nie gwiazdą drużyny, w której gra. Prędzej można by go porównać do Kamila Glika niż Lewandowskiego.

Co najważniejsze jednak Gortat z kadry zrezygnował po poprzednim Eurobaskecie. Na szczęście zeszłoroczne eliminacje pokazały, że życie bez Gortata istnieje. Biało-czerwoni względnie łatwo przebrnęli kwalifikacje, a dziury pod koszem widać nie było.

W miejsce Gortata powołany został Maciej Lampe. Środkowy, któremu kiedyś wieszczona wielką karierę, nadziei nie spełnił. Ale pozostał bardzo solidnym graczem. CV ma imponujące: kilka klubów NBA, a w Europie choćby Barcelona. Taylor - przez dwa pierwsze lata - koszykarza znanego z trudnego charakteru nie powoływał. Rok temu go odkurzył, a Lampe odpłacił dobrą grą w eliminacjach. To być może najpoważniejszy kandydat na gwiazdę reprezentacji, tyle, że ...

Niepewne dwie wieże

To może być największy problem kadry, jeśli spełni się zły scenariusz. Bo na papierze sprawa graczy podkoszowych wygląda naprawdę dobrze. Ale przy nazwiskach Lampego i Karnowskiego widnieją znaki zapytania. Lampe w kwietniu poddał się operacji biodra. 32-letni środkowy, który poprzedni sezon spędził w lidze chińskiej deklaruje, że na Eurobasket zdąży się wykurować. Podobnie mówią w sztabie reprezentacji. 100 procentowej pewności jednak nie ma.

Sprzeczne informacje dochodzą też zza oceanu. Wiadomości o kolejnych testach w klubach NBA i zakontraktowanej grze w Lidze Letniej (w zespole Charlotte Hornets) Przemysława Karnowskiego przeplatają się z mniej oficjalnym informacjami o kontuzji i koniecznej operacji ręki polskiego centra. Do tego cały czas znak zapytania pozostaje w kwestii przynależności klubowej środkowego.

Wiadomo, że po udanym roku na Uniwersytecie Gonzaga, Karnowski marzy, by zagrać w najlepszej lidze świata. Szanse podobno ma niewielkie. Jak mówi Rafał Juć, skaut Denver Nuggets, ogromny środkowy nie pasuje do trendów modnych obecnie w najlepszej lidze świata. W zespołach gra coraz mniej prawdziwych centrów, zespoły stawiają na szybką grę. Poza tym Karnowski ma już 24 lata i poważną kontuzję pleców za sobą.

Ale jeśli uda się Karnowskiemu podpisać kontrakt z jedną z drużyn, na kadrę nie przyleci.

Pewnie dlatego Mike Taylor po raz kolejny powołał Szymona Szewczyka. 35-letni weteran ma za sobą niezły sezon w BM Slam Stali, zakończony brązowym medalem. Podstawowym centrem reprezentacji już nie będzie, ale w przypadku absencji Lampego i Karnowskiego, mógłby być dobrym zmiennikiem dla Damiana Kuliga i Aarona Cela.

Sezon reprezentacyjny biało-czerwoni rozpoczną 15 lipca na zgrupowaniu w Wałbrzychu. Eurobasket rozpoczyna się pod koniec sierpnia. Eliminacje do mistrzostw świata rozpoczną się w listopadzie i potrwają dwa lata.