Artur Łukaszewski: Maciek, wygrałeś z przeciwnikiem słabym i sam przyznajesz, że chcesz pojedynków z najlepszymi. Ta walka była dla ciebie spacerkiem...

Maciej Sulęcki: Spodziewałem się troszeczkę lepszego Argentyńczyka, bardziej zawziętego. Przed walką mówiłem, że podejście przeciwnika może się zmienić po pierwszym ciosie. Od razu go zachwiało, a potem było tylko łatwiej. Nie ma się na czym rozwodzić: potrzeba mi wielkich pojedynków, bo na takie walki szkoda czasu.

Maćku, jak odniesiesz się do swojej dyskusji z Andrzejem Wasilewskim na jednym z portali społecznościowych? W mocny sposób odpowiedziałeś swojemu promotorowi... Mieliście okazję porozmawiać na spokojnie?

Nie rozmawiałem jeszcze z panem Andrzejem. Po pierwsze: jesteśmy partnerami - między partnerami zawsze wybuchają jakieś konflikty. Mam twardy charakter, pan Andrzej również. Jak się zderzyły dwa tajfuny, to jest rozpierducha! Na pewno musimy się spotkać, bo nie wyjaśniliśmy sobie wszystkiego. Musimy dojść do jakiegoś konsensusu, ponieważ pracujemy razem i chcemy tę współpracę kontynuować. Musimy dojść do pewnych wniosków. Ja chciałbym mieć wszystko czarno na białym. Tak naprawdę nie wiem, w jakim celu trenuję od roku. Nie chcę mi się ciężko trenować, zbijać wagę, aby w efekcie wyjść na dwie czy trzy rundy, aby boksować o pietruchę z jakimś ogórkiem...

Wracasz do Stanów Zjednoczonych?

Moja kariera będzie kontynuowana w Stanach. Nie chcę być mistrzem polskiego podwórka, bo mnie to nie interesuje. Nie będę miał motywacji, bo już jestem jednym z najlepszych w Polsce. I co z tego mam? Nic! Fajnie jest raz na jakiś czas zaboksować dla polskich kibiców, ale karierę chciałbym kontynuować za oceanem. Chcę zostać z trenerem Pawłem Kłakiem. Widzę jak się rozumiemy, jak się przy nim rozwijam. Paweł wyciągnął ze mnie to, co najlepsze.

 

Fragment programu Puncher w załączonym materiale wideo.