- Jestem zadowolony ze swojej pracy. Mam swoich podopiecznych, juniorów od 13. do 18. roku życia oraz dwóch seniorów. Jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku, bo zawodnicy robią rekordy życiowe. To jest najważniejsze i pokazuje, że doświadczenie, które zdobyłem w trakcie pływania, potrafię przekazać teraz jako trener - powiedział trzykrotny medalista mistrzostw świata.

On sam był specjalistą od stylu motylkowego, ale zawodników wcale do tego nie namawia.

- Widzę komu jaki styl pasuje. Nie wybieram samych delfinistów. Zresztą sam pływałem praktycznie każdym stylem i to od 50 do 1500 m - zapewnił.

Korzeniowski liczy, że w swojej grupie treningowej ma zawodnika, który reprezentować będzie Polskę w igrzyskach w Tokio.

- Jeśli tak ciężko będą trenować, jak ja myślę, to na pewno jest na to szansa. Ale czy zdobędą medal? To nie jest takie proste. Mi się nie udało. Trzeba się dobrze wstrzelić z wiekiem i rozwojem, jeśli się wszystko uda, to kto wie - powiedział.

Wyróżnił zwłaszcza dwóch zawodników - Michała Chudego i Kamila Kozłowskiego.

- Pierwszy z nich jest już wicemistrzem Polski seniorów na 50 m delfinem i brązowym medalistą na 100 m. Jeszcze troszeczkę mu brakuje do naszych dwóch najlepszych zawodników, ale jestem dobrej myśli i wszystko się układa tak, że powinien być w szczycie swojej formy na Tokio. Jest jeszcze 17-letni Kozłowski. Na niego bardzo liczę. W ciągu niespełna pół roku poprawił się o siedem sekund na 100 m kraulem. Warunki ma fenomenalne - 190 cm, duży, silny chłop z dużymi stopami. Chce pracować, jest zacięty, uwielbia się ścigać, a takich ludzi szukam - ocenił.

Jeden z najlepszych zawodników w historii polskiego pływania jeszcze sam czasami wskakuje do basenu.

- Startuję jeszcze w zawodach "mastersów" i trenuję amatorsko triathlon. Czasami się z moimi zawodnikami jeszcze ścigam, ale mam szansę jedynie na 25 m. Im dłuższy dystans, tym jest mi trudniej. Ale jeszcze wiele mogę im pokazać - zapewnił.

Pracę trenera Korzeniowski wyobrażał sobie jednak trochę inaczej.

- Zawsze się wydaje, że trener siedzi, rozpisze trening, pomierzy czasy, pokrzyczy i nic więcej nie ma do roboty. Prawda jest taka, że nad każdym treningiem trzeba pomyśleć, w jakich strefach wysiłku zawodnik powinien pływać, trzeba zorganizować cały mikro- i makrocykl - wyliczył.

Stara się dbać o wszystko, ale najważniejsze dla niego jest, by dzieci bawiły się pływaniem i nie traktowały tego jako pracy.

- To jest błąd wielu szkoleniowców. Im mamy młodszego zawodnika, tym bardziej powinno się dbać o technikę. Niestety w Polsce jest tak, że część trenerów pragnie zdobywać medale i zawodnicy pływają już kilometry, często w łapkach, co jest bardzo złe dla ich rozwoju. Potem w wieku 15-17 lat nagle przestaje się rozwijać. Tu chodzi o to, by bawić się, cieszyć tym, co się robi, a katorżnicze zajęcia nie mają sensu. Pływanie od ściany do ściany zniechęca - uważa.

Korzeniowski, jako były pływak, sam doskonale wie, czego potrzeba młodemu zawodnikowi. Nie skupia się wyłącznie na przekazywaniu wiedzy szkoleniowej, ale także odpowiednim odżywaniu i psychologii.

- W klubie mamy catering, zawsze zawodnicy dostają o 5 rano świeże jedzenie pod drzwi. To jest dobre, bo dieta jest bardzo ważna, jeśli chodzi o młody organizm sportowca. Wiele detali składa się na sukces. Oczywiście nie mamy takich funduszy, by wszyscy mogli skorzystać np. z pomocy psychologa, ale zalecamy coś takiego. Organizujemy też z Marcinem Cieślakiem różne spotkania w klubach. Jeżeli sam bym miał takie doświadczenie i wiedzę, to pływałbym zdecydowanie szybciej - podsumował.