29-letni Horn, który jest byłym nauczycielem, z honorami był witany przez kibiców i polityków w swoim rodzinnym mieście. W wywiadach ignorował krytykę, jaka pojawiła się od razu po ogłoszeniu werdyktu walki w Brisbane.

"Zawsze znajdą się ludzie, którzy powiedzą, że miałem szczęście lub coś innego. Zawsze znajdą się osoby, które uznają, że nie wygrałem walki. Jednak czuję, że ją wygrałem. Każdy ma prawo do swojej opinii. Jestem pewien, że zyskałem więcej fanów niż straciłem" - powiedział Horn.

Werdykt sędziów był zdecydowany, punktowali 117:111, 116:112 i 115:113 dla Australijczyka. W komentarzach zawrzało: "rabunek", "ten sport nie ma sensu" - to tylko niektóre opinie po werdykcie sędziów.

Pacquiao natomiast nie pojawił się na oficjalnej konferencji prasowej. Odmówił również wywiadów w szatni. Jedynie od razu po walce powiedział filipińskiej telewizji, że musi respektować decyzję i zastanowi się nad rewanżem. Dodał jednak, że był przekonany o swoim zwycięstwie.

"Dziękuję za wsparcie i za wiarę w moje zwycięstwo. Modlę się, aby to nie wpłynęło lub nie zniszczyło przemysłu bokserskiego" - rzucił natomiast do kamery telewizji ABS-CBN News 11-krotny mistrz świata w boksie.

Według osób ze sztabu Filipińczyka kontrowersyjna była praca sędziego ringowego, który nie reagował na ciosy Horna zadawane w tył głowy i kark. Podkreślali, że według statystyk Pacquiao wyprowadził dwa razy więcej ciosów.

To był 68. pojedynek Pacquiao w karierze i siódma porażka. Horn, który odniósł 17. zwycięstwo (11 KO) i przy jednym remisie pozostaje niepokonany na zawodowym ringu, podziękował rywalowi, że w ogóle zdecydował się z nim walczyć.

"Manny niewątpliwie jest wielkim wojownikiem i legendą sportu. Być może nie był dobrze przygotowany do tej walki, nie wiem tego. Przypuszczam, że jeśli doszłoby do rewanżu, byłby lepszy" - ocenił Horn.

Na początku listopada 2016 roku Pacquiao, który wcześniej kilka razy zapowiadał zakończenie kariery sportowej, wrócił na ring i podczas gali w Las Vegas pokonał jednogłośnie na punkty Amerykanina Jessiego Vargasa odbierając mu tytuł mistrza świata federacji WBO w kategorii półśredniej.

W kwietniu zeszłego roku słynny Filipińczyk wygrał z Amerykaninem Timothym Bradleyem walkę, która miała być jego pożegnaniem z ringiem. Miesiąc później zdobył w wyborach parlamentarnych na Filipinach mandat senatora, ale już w lipcu ogłosił, że jednak będzie kontynuował karierę.

"Pac-Man" jest jedynym pięściarzem w historii, który był mistrzem świata w ośmiu kategoriach wagowych - od muszej do lekkośredniej. Pierwszą zawodową walkę stoczył w styczniu 1995 roku, zarabiając tysiąc peso (19 euro). Obecnie jego fortuna jest szacowana na ponad 500 mln dolarów.