Canarinhos potwierdzają, że bez względu na okoliczności zawsze należy się z nimi liczyć. Z drobnymi korektami w składzie, z nowym trenerem (Renan Dal Zotto) znów walczą o miejsce na najwyższym stopniu podium. Inaczej chyba nie potrafią. Gen wygrywania po prostu im na to nie pozwala. Dziś w nocy (polskiego czasu) zmierzą się z Francją i jeśli pokonają Trójkolorowych, to będzie to ich jubileuszowy tryumf w Lidze Światowej.

Ale Francuzi, choć wygrali te rozgrywki tylko raz (dwa lata temu w Rio de Janeiro) mają argumenty, by rozstrzygnąć rywalizację na swoją korzyść.

Rozgrywający Benjamin Toniutti, nieszablonowy przyjmujący Earvin Ngapeth, środkowy Kevin Le Roux, czy znakomity libero  Jenia Grebennikov, to asy atutowe tej reprezentacji. Brakuje wprawdzie kilku ogniw z czasów, gdy wygrywali dwa la temu mistrzostwa Europy w Sofii, czy wspomnianą LŚ, ale Laurent Tillie znalazł dobrych zastępców. Francuzi pokazali już klasę w fazie interkontynentalnej, a w Kurytybie stać ich jeszcze na więcej niż do tej pory.

Brazylia też ma atuty. Wystarczy przyjrzeć się współpracy na linii rozgrywający Bruno Rezende – środkowy Lucas Saatkamp. Mogą grać z zamkniętymi oczami, a i tak gwarantują akcje efektowne i skuteczne.

Na tej dwójce siła Canarinhos się nie kończy. Ricardo Lucarelli to dziś jeden z najlepszych siatkarzy na świecie, bardzo mocny punkt na lewym skrzydle. A przecież są inni, chociażby atakujący Wallace De Souza, pod warunkiem jednak, że jest w formie. W Kurytybie robi swoje, ale widać, że to jeszcze nie ten najlepszy Wallace, którego znamy.

W półfinałach Brazylia pokonała USA 3:1, a Francja w tym samym stosunku uporała się z Kanadą, rewelacją „Final Six”. Drużyna prowadzona przez Stephana Antigę najpierw z sukcesem przebrnęła przez fazę interkontynentalną, czego niestety nie można powiedzieć o Polsce, a w Kurytybie zrobiła kolejny krok awansując do półfinałów, po drodze wygrywając 3:0 z Rosją.

Na Francję nie starczyło jej umiejętności, ale duże brawa dla byłego już trenera naszej reprezentacji. Robi tam dobrą robotę.
Canarinhos wykorzystali prezenty Amerykanów, którzy i tak mogą być zadowoleni. Pracują przecież w cyklu czteroletnim, dopiero budują drużynę na igrzyska w Tokio, a już chwilami grają na bardzo wysokim poziomie.
 
Mecz o trzecie miejsce będzie więc ciekawym widowiskiem, bo spotkają się dwa spełnione zespoły, które na tym etapie nie muszą niczego udowadniać, wszystko co najlepsze bowiem dopiero przed nimi. A wynik jest sprawą otwartą.

Brak Serbów w czwórce najlepszych drużyn finałowego turnieju Ligi Światowej to pewnego rodzaju zaskoczenie. Wydawało się, że mogą powalczyć o zwycięstwo i obronić pozycję sprzed roku. Ale jak się okazało też mają swoje kłopoty, co istotne z polskiego punktu widzenia.

Zagramy przecież z nimi na Stadionie Narodowym w Warszawie, w pierwszym dniu mistrzostw Europy, 24 sierpnia. Dla obu drużyn będzie to bardzo istotne spotkanie, a wynik może zaważyć na ich dalszych losach w organizowanym przez Polskę mistrzowskim turnieju.

Warto podkreślić, że Rosja, która wyraźnie odmłodziła swój skład też niczym nie zaimponowała w Kurytybie. Ciekawe co pokaże podczas Memoriału Huberta Wagnera w Krakowie, który będzie próbą generalną przed ME. Obsada tego turnieju jest bardzo mocna. Przyjadą Francuzi, Kanadyjczycy, Rosjanie, będzie więc z kim sprawdzić formę przed najważniejszą w tym roku imprezą dla europejskiej siatkówki.

Oczywiście szkoda, że Polaków zabrakło w „Final Six”, ale ponoć nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...
Trzy lata temu naszych siatkarzy też zabrakło w finale Ligi Światowej, a później wygrali mistrzostwa świata rozgrywane w Polsce. Być może teraz będzie podobnie, historia lubi się przecież powtarzać.