Po emocjonującej końcówce poprzedniego sezonu Lech uplasował się na trzecim miejscu ligowej tabeli i zapewnił sobie udział w europejskich Pucharach. W pierwszej rundzie eliminacji do Ligi Europy podopieczni Nenada Bjelicy pewnie rozprawili się z macedońskim FK Pelister (7:0 w dwumeczu), jednak w pierwszym spotkaniu drugiej rundy nieoczekiwanie ulegli na wyjeździe norweskiemu FK Haugesund 2:3 i w rewanżu będą musieli wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, aby awansować dalej.

Ekstraklasowe realia są natomiast całkowitą nowością dla Sandecji, która w spotkaniu z Lechem miała zadebiutować w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej. Podopieczni Radosława Mroczkowskiego okazali się rewelacją ubiegłego sezonu Nice 1 Ligi i to oni wywalczyli awans do piłkarskiego raju, na dodatek czyniąc to z pierwszego miejsca! Faworytem meczu był rzecz jasna "Kolejorz", jednak w sobotę drugi z beniaminków - Górnik - pokazał jak wygrać z wyżej notowany rywalem. Podopieczni Marcina Brosza rozgromili bowiem u siebie Legię Warszawa 3:1.  

Od początku pierwszej połowy było widać, że "Kolejorz" jest zdeterminowany, aby wywalczyć u siebie komplet punktów. Obrona nowosądeczan była bardzo zdyscyplinowana i lechitom ciężko było przedrzeć się pod bramkę Sandecji. Przez cały czas gospodarze przeważali, ale mieli problemy z wypracowaniem sobie stuprocentowych sytuacji. Najlepszą okazję do otwarcia wyniku meczu miał w 44. minucie Radosław Majewski, który po otrzymaniu piłki od Mario Situma uderzył na bramkę Michała Gliwy, ale kapitalną paradą popisał się golkiper gości.

Druga odsłona była praktycznie kalką pierwszej - inicjatywa była po stronie Lecha, jednak gdy piłkarze Bjelicy próbowali przyspieszyć akcję nieopodal "szesnastki" gości, to wówczas piłka bardzo często uciekała im poza boisko. W 83. minucie na plac gry wbiegł pozyskany w letnim okienku transferowym Christian Gytkjaer i to on w 90. minucie miał na swojej nodze piłkę meczową. Duńczyk mocno uderzył na bramkę przyjezdnych, a piłka po jego strzale wyślizgnęła się z rąk Gliwy i zmierzała w stronę bramki. Golkiper w ostatniej chwili zdołał naprawić swój błąd i zatrzymał futbolówkę tuż przed linią.

Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem, który należy rozpatrywać jako sukces drużyny z Nowego Sącza. Goście, podobnie jak dzień wcześniej Górnik, udowodnili, że beniaminków nie można skazywać na pożarcie w starciach z najlepszymi ekstraklasowymi drużynami.

Lech Poznań - Sandecja Nowy Sącz 0:0

Lech Poznań: Jasmin Buric - Robert Gumny, Lasse Nielsen, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz - Maciej Makuszewski, Abdul Aziz Tetteh, Radosław Majewski (64' Mihai Radut), Maciej Gajos, Mario Situm (83' Christian Gytkjaer) - Nicki Bille Nielsen (69' Deniss Rakels).

Sandecja Nowy Sącz: Michał Gliwa - Lukas Kuban, Dawid Szufryn, Michal Piter-Bucko, Tomasz Brzyski - Adrian Danek (80' Jonatan Straus), Wojciech Trochim, Mateusz Cetnarski, Grzegorz Baran, Bartłomiej Dudzic (64' Filip Piszczek) - Aleksandyr Kolew (56' Maciej Korzym).

Żółte kartki: Dilaver - Kolew, Brzyski.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin).