Występ McGregora podzielił środowisko bokserskie. Wielu aktywnym pięściarzom nie podoba się, że zawodnik MMA otrzymał tak wielką walkę już w debiucie bez stoczenia kilku pojedynków z mniej znanymi przeciwnikami. Według krytyków przeskok z innej dyscypliny będzie nie do nadrobienia przeciwko jednemu z najlepszych zawodników w historii boksu. Irlandczyk nic sobie z tego nie robi i zapowiada, że wygra przed upływem czwartej rundy.

Nie ulega wątpliwości, że McGregor to jeden z czołowych stójkowiczów w MMA na świecie. Wygrał aż 18 z 21 walk przez nokaut, a jego ciosy zawsze są mocne i precyzyjne. W boksie będzie jednak inaczej, gdyż obaj założą 10-uncjowe rękawice - znacznie grubsze niż te w mieszanych sztukach walki. A do tego jego rywalem będzie mistrz defensywy.

Ostatnie dni obfitowały w liczne wiadomości na temat hitowej walki między Floydem Mayweatherem, do której dojdzie 26 sierpnia w Las Vegas. Obaj zawodnicy w przeciągu czterech dni spotkali się na czterech konferencjach prasowych. To jednak nie wszystko. Dużo spekuluje się też o sparingach "Notoriousa", na których - w zależności od wypowiadającej się strony - idzie mu różnie. Przykładowy Artem Lobov - kolega McGregora - rozpływa się nad jego siłą, strasząc Mayweathera, że z tak mocnym uderzaczem się jeszcze nie mierzył.

Ciekawe są jednak doniesienia na temat tej gorszej strony sparingów króla wagi lekkiej UFC. Jessie Vargas, były mistrz świata dwóch kategorii wagowych, przedstawił inny punkt widzenia. Według niego McGregor został znokautowany na jednej z sesji treningowych. Choć sam tego nie widział, przyznał, że środowisko bokserskie jest na tyle małe, że takie informacje bardzo szybko się rozchodzą.



Przez chwilę pojawiły się też plotki, że to Brandon Rios - były mistrz świata  wagi lekkiej - położył go na deski. Okazało się jednak, że "Bam Bam" nigdy nie spotkał McGregora. Informację sprostował również sam Vargas.