Chris Froome nie szczędzi panu pochwał, nazywa „zwierzakiem”...

 

To miłe słowa. Powiedział je, gdy przynosił moje pranie do pokoju w hotelu, a ja właśnie byłem w trakcie rozmowy z kibicami na Facebooku. Chris docenia nie tylko mnie, ale też innych kolegów z drużyny. Po kilka razy dziennie, w trakcie etapu i po nim, nie zapomina o tym, by nam podziękować. To wspaniale mieć takiego lidera. Atmosfera w grupie Sky jest bardzo dobra, mimo że chwilowo Chris musiał oddać żółtą koszulkę Włochowi Fabio Aru. Nie podłamaliśmy się i szybko ją odzyskaliśmy.

 

W Tour de France kilka razy można było zobaczyć pana prowadzącego jak po sznurku Froome’a w górach, na podjazdach, przez wiele kilometrów. Słabsi kolarze nie wytrzymywali tempa, czołówka topniała. W niedzielę pomógł mu pan w inny sposób, oddając swoje koło.

 

Chris miał defekt, a że ja jechałem w tym momencie z tyłu peletonu, bo odbierałem torbę w bufecie, to oczywiście podałem mu koło. Cały manewr sprawił, że Chris miał 50 sekund straty. Kiryjenka, Nieve i Landa byli na miejscu i doholowali go do grupy. To był dla nas zły etap, ale mimo pecha obroniliśmy się, zachowaliśmy zimną krew. Pokazaliśmy prawdziwy team spirit.

 

W klasyfikacji generalnej dawno nie było tak ciasno po dwóch tygodniach wyścigu. Froome wyprzedza Aru tylko o 18 sekund, Francuza Romaina Bardeta o 23 oraz Kolumbijczyka Rigoberto Urana o 29. Który z tych kolarzy będzie najgroźniejszym rywalem Brytyjczyka?

 

Wiele osób twierdzi dziś, że Froome nie dominuje tak jak w poprzednich latach. Przypomnę jednak co się mówiło przed startem Touru w Duesseldorfie - że wyścig będzie otwarty, że nie ma zdecydowanego faworyta. To się potwierdza. Moim zdaniem przewaga, jaką uzyskał Froome, jest dokładnie taka, jaka powinna być. Przeciwnicy? Aru znakomicie jeździ po górach, ale drużyna Astany nie jest tak silna jak Sky. Z kolei Bardet jest świetnie przygotowany i wspiera go mocna ekipa. Spodziewamy się po nich ataków w Alpach. Uran to bardzo doświadczony i mądrze jeżdżący kolarz. Na pewno będzie w grze, ale także nie ma za sobą silnej drużyny.

 

W przeszłości zdarzały się przejawy niechęci kibiców do Froome’a. Jak jest w tegorocznej edycji? Bardet ma szansę zostać pierwszym od 1985 roku Francuzem, który wygra Tour de France. Czy złe emocje udzielają się ludziom przy trasie?

 

Niestety, niektórzy kibice piją alkohol, nie kontrolują swoich emocji. Wiele zależy od francuskich kolarzy, jak na to reagują. Gdybym w Tour de Pologne zobaczył, że ktoś pluje lub buczy na innych zawodników, to byłoby mi wstyd. W tegorocznej Wielkiej Pętli takie sytuacje zdarzają się, ale rzadko. Zawsze w tłumie znajdzie się ktoś, kto ma nie po kolei w głowie. Staramy się tym nie przejmować.

 

Jaka jest pana forma po dwóch tygodniach? Czy w Alpach również będzie pan prowadzić Froome’a?

 

Role się zmieniają, sytuacja na etapie bywa dynamiczna. Generalnie czuję się świetnie, nawet w wysokich górach, choć miałem też gorsze etapy. Nie tylko pomagam Chrisowi, ale także mogę liczyć na moich kolegów, wspierają mnie w pierwszej części etapu. Uzupełniamy się wzajemnie, nie jedziemy na granicy możliwości, staramy się rozkładać siły. I skupiamy się wyłącznie na klasyfikacji generalnej. Przed nami Galibier, Izoard i inne bardzo trudne podjazdy. To będzie niezwykle wyczerpujący tydzień.

 

Czy powalczy pan w jeździe indywidualnej na czas w Marsylii, w przedostatnim dniu wyścigu?

 

Nie będę miał nic do stracenia, ale nie wiem w jakiej formie dojadę do Marsylii. Mam nadzieję, że we wtorek powalczą sprinterzy, a od środy już Alpy. Przed czasówką czekają nas cztery najważniejsze w tym wyścigu etapy.

 

Czy Froome wygra Tour de France po raz czwarty?

 

Jedziemy po zwycięstwo. Wierzę, że grupa Sky wyczerpała już limit pecha. Na korzyść Froome’a przemawia również to, że on na pewno pojedzie dobrą czasówkę w Marsylii.