Tobie robi różnicę, podczas jakiej gali walczysz? Czy Polsat Boxing Night działało ci na wyobraźnie bardziej niż – przykładowo – gala w Częstochowie?

 

Ja to się wręcz „jarałam”, że będę mogła wystąpić podczas tak dużej gali. Dla mnie to większa motywacja, bo podczas PBN jest więcej kibiców, co wyzwala we mnie dodatkowe pokłady energii. A już podczas samej walki, gdy wychodzę do ringu, czuję to samo. Towarzyszy mi zawsze bardzo przyjemne uczucie, gdy jest moje wyjście i jest dużo kibiców, spoko atmosfera, naprawdę cała ta otoczka robi wrażenie. Adrenalinka jeszcze bardziej napędza.

 

Powiedziałaś kiedyś, że konferencja prasowa i ważenie ci służą i motywują jeszcze bardziej. Jak wpłynął na ciebie ich brak i zmiana zawodniczki, która na walkę dojechała bardzo późno?

 

Decyzja o zmianie zawodniczki i wzięciu tej walki była ryzykowna, trzeba było pokazać "jaja". Mój promotor Mariusz Grabowski powiedział, że wykazałam się odwagą i dobrze zniosłam ciśnienie, które siłą rzeczy się wytworzyło przez te zmiany. Gdyby moja rywalka zmieniła się na słabszą, to nie byłoby o czym gadać. Ale Viviane Obenauf to dobra pięściarka i poziomem odbiegająca od tej, z którą miałam się pierwotnie zmierzyć. Jestem zawodniczką, która bardzo analitycznie przygotowuje się do każdej walki, dużo analizuję swoją przeciwniczką i pod nią układam swoją taktykę. Byłam świetnie przygotowana pod Reyes, ale ostatecznie na kilka chwil przed pierwszym gongiem wszystko musiałam zmienić. Gdyby ta zmiana dotyczyła Adama Balskiego, to sytuacja wyglądałaby inaczej – on ma taki cios, że jemu taktyka czasem nie jest potrzebna. Wychodzi i robi swoje, może wygrać z każdym. Ja jednak wszystkie swoje założenia musiałam nagle wyrzucić do kosza i zacząć myśleć z trenerami nad rozpracowaniem innej rywalki.

 

Była myśl, żeby tę walkę odwołać?

 

Nie. Nawet przez moment nie było mowy o tym, żeby pojedynek odwołać. Nic z tych rzeczy. Obawiałam się, że po tym jak Dominikanka miała problemy wizowe, organizatorzy nie znajdą mi żadnego zastępstwa. Bałam się, że do tego pojedynku nie dojdzie, bo nie będę miała się z kim zmierzyć. Innej alternatywy nie było, więc gdy zobaczyłam nazwisko „Obenauf” to od razu podjęłam decyzję, że chcę walczyć.

 

Czy to, co miało miejsce podczas ważenia, wyprowadziło cię z równowagi? Czy nie chcesz o tym rozmawiać?

 

Nie, spoko. Możemy gadać, choć nie lubię się wypowiadać na temat Ewy Piątkowskiej. Uważam z całą świadomością tego co mówię, że ona medialnie słabo istnieje i potrzebuje mnie do swojej promocji, żeby ktokolwiek o niej pisał. Jej potrzebny jest konflikt z Ewą Brodnicką. Ja bym na jej ważenie nie przyszła. Mam wrażenie, że ona niedługo zamieni się w Shannona Briggsa, który chodził za Kliczko i chciał z nim walczyć. „Let’s go champ!” itp., pewnie znasz to. Ja w ten sposób to odbieram i moim zdaniem jest to bardzo słabe. Ona użyła to koło ratunkowe sugerując mi, że ja walczę w takim ochraniaczu. Ja mam wiele zdjęć dziewczyn z zagranicy, które walczą w takim samym pasie, nawet jej fotki też pokazują, że w takim ochraniaczu walczy.

 

Sukienka na after party po walce została wykorzystana?

 

Po walce spotkałam się w hotelu z przyjaciółmi i położyłam się bardzo późno spać, ale zrobiliśmy sobie tylko posiadówkę, bez szaleństw. Nie miałam siły ani ochoty na żadne chodzenie po klubach i tańce.

 

Miałaś jakieś „ale” odnośnie swojego występu na PBN czy czułaś tylko satysfakcję?

 

Zawsze mam jakieś „ale” do swojego występu, nigdy nie jestem w pełni z siebie zadowolona. Zawsze chciałabym coś polepszyć i wychodzę z założenia, że w dalszym ciągu sporo muszę poprawić. Cieszy mnie oczywiście zwycięstwo, ale na pewno w przyszłości będę pracowała nad tym, co poszło nie tak. Znajdzie się kilka takich elementów, nad którymi muszę popracować.

 

Mówiąc o poprawie, chodzi pewnie o 10. rundę, prawda?

 

Tak, chodzi o 10. rundę, którą przegrałam 8:10, ale ludzie nie rozumieją, że w wypunktowaniu pojedynku tak samo istotne jest każde starcie, a nie tylko dziesiąte. Nie powinnam dopuścić do sytuacji, w której pozostawiam wątpliwości, czy byłam górą, czy też nie, ale podsumowując całą walkę byłam lepszą pięściarką i zasłużenie wygrałam po wyrównanym pojedynku.

 

Pojawiły się opinie, że w Szwajcarii na pewno byś tej walki nie wygrała.

 

Ta opinia to nic odkrywczego, bo jadąc na walkę do rywala trzeba liczyć się z tym, że jeżeli nie uda się zwyciężyć przed czasem, to można zostać oszukanym. Absolutnie wygrałam tę walkę na punkty i trudno jest mi teraz powiedzieć, jak wyglądałoby to w Szwajcarii, ale możliwe, że niesłusznie przegrałabym.

 

Ewa, co teraz z tobą? Masz jakiś plan na najbliższe kilka miesięcy, czy skupiasz się na odpoczynku i nie myślisz o boksie?

 

Chciałabym zawalczyć jeszcze w tym roku, pewnie pod koniec jesieni – coś takiego. Promotor robi wszystko, abym po wakacjach stoczyła duży pojedynek i mam nadzieję, że tak się stanie. Sprawię zostawiam, wierzę, że będzie dobrze.