Janowicz stracił dużą część poprzedniego sezonu ze względu na kontuzję. W tym roku rozegrał już 15 turniejów, ale, jak przyznał na konferencji prasowej w Poznaniu, powroty dla niego są niezwykle trudne i zwykle potrzebuje dużo czasu.

 

- Tenisowo nie brakuje mi niczego, jedynie nie mam takiej pewności jaka była przed dwoma laty. Ale ja przez kontuzję byłem wyautowany przez siedem miesięcy. Dla mnie nieważne było, czy dopadła mnie grypa, angina albo jelitówka. Zawsze ciężko wracało mi się na kort – tłumaczył Janowicz, który obecny stan swojego zdrowia określił jako "akceptowalny".

 

W ostatnim rankingu ATP zanotował spory skok z 141. miejsca na 107. Jak zaznaczył, jego celem na drugą część sezonu jest przede wszystkim podniesienie swojego poziomu.

 

- Nie narzucam sobie jakiejś presji i celów. Skupiam się na każdym pojedynczym turnieju. Chcę po prostu doprowadzić swój tenis, przygotowanie fizyczne i całą tę otoczkę tenisową na jak najwyższy poziom, czyli jak to miało miejsce dwa lata temu. Wiem, że jeśli będę dobrze się czuł, to wszystko powinno wrócić do normy - tłumaczył.

 

Janowicz, który cztery lata temu sklasyfikowany był na 14. miejscu rankingu ATP, jest największą gwiazdą challengera Poznań Open z pulą nagród 64 tys. euro. W czwartek powalczy o awans do ćwierćfinału z Portugalczykiem Goncalo Olivierą.

 

- Nie znam go w ogóle. Zresztą, przyjeżdżając do Poznania nie przeglądałem szczegółowo drabinki. Andrzej Kapaś poinformował mnie o moim pierwszym przeciwniku (Hiszpanie Jaume Munarze). Nie ukrywam, że chcę wygrać ten turniej, ale po punkty do rankingu przyjechało tu jeszcze kilku innych zawodników. Jeśli przegram, to na pewno się nie powieszę i nie potnę – stwierdził.

 

Łodzianin ma miłe wspomnienia związane z poznańskim turniejem. W 2011 roku dotarł tu do półfinału, co udawało się niewielu polskim zawodnikom. Rok później w nim triumfował, a zwycięstwo było swego rodzaju odskocznią do wielkiego tenisa. Nic dziwnego, że pierwszy mecz Janowicza w Poznaniu po pięcioletniej przerwie wywołał duże zainteresowanie, a trybuny kortu centralnego wypełniły się do ostatniego miejsca.

 

- Startowałem w Poznaniu przez kilka lat, zaczynałem już w wieku 17 lat. Mam związane z nim fajne przeżycia i to miłe, że tylu kibiców przychodzi na moje mecze. Ale to nie jest tak, że to tylko ten turniej pomógł się wybić. Przed Poznaniem dotarłem do trzeciej rundy Wimbledonu. Na sukces u tenisisty zbiera się kilka czynników i kilka turniejów. Ale też dzięki wygranej w Poznaniu dostałem się m.in. do turnieju głównego w Paryżu (Janowicz dotarł tam do finału) – opowiadał.

 

Tenisista na konferencji podtrzymał swoją decyzję o tym, że nie będzie już występował w reprezentacji Polski.

 

- Jestem na tyle zrażony i zniechęcony sytuacjami, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat. To nie ma nic wspólnego ani z nowym zarządem, ani z nowym prezesem. Nie ukrywam, że jestem umówiony na rozmowę z nowym prezesem Mirosławem Skrzypczyńskim, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ale na dzisiaj moja reprezentacyjna kariera dobiegła końca – oświadczył.

 

Jak dodał, nadal będzie kontynuował współpracę z austriackim trenerem Guenterem Bresnikiem i w związku z tym poważnie rozważa przeprowadzkę do Wiednia.

 

Na koniec konferencji Janowicz pożartował sobie z dziennikarzami. Pytany, kiedy będzie trenował przed meczem z Portugalczykiem, odparł z uśmiechem:

 

- Ja już jestem po treningu, ale trenowałem gdzie indziej, w spokoju, skrzętnie ukryty… w szopie – zaśmiał się.