W ostatni czwartek po dwóch bramkach, w tym jednej z rzutu karnego, Marcusa Viniciusa i trafieniu Rafała Siemaszki w doliczonym czasie, Arka pokonała w pierwszym meczu trzeciej rundy Ligi Europejskiej czwarty zespół duńskiej ekstraklasy minionego sezonu FC Midtjylland 3:2.

- Tę rywalizację możemy porównać do naszych meczów w Pucharze i Superpucharze Polski z Lechem Poznań i Legią Warszawa, w których również nie byliśmy faworytem. Teraz gramy dwa spotkania, z których jedno już za nami. Zatem do przerwy prowadzimy 3:2, ale musimy jeszcze rozegrać drugą połowę. Chcemy sprawić niespodziankę i awansować do czwartej rundy. Niektóry mogą to określić nawet mianem sensacji, ale nie ma znaczenia, jak to nazwiemy. Najważniejsze, żeby tego dokonać - podkreślił Ojrzyński.

Taki sam plan mają zawodnicy Midtjylland i szkoleniowiec żółto-niebieskich spodziewa się, że gospodarze zaatakują od pierwszych minut. - Rywale na pewno będą zdeterminowani, żeby jak najszybciej odrobić straty. Liczę się z tym, że mogą zagrać na dwóch silnych oraz rosłych napastników i często będą wrzucać piłki w pole karne - dodał.

Ojrzyński zapewnia jednak, że jego drużyna jest przygotowana na każdy wariant. W środę przed wieczornym treningiem gdynianie analizowali grę duńskiego zespołu, natomiast po zajęciach ćwiczyli rzuty karne.

- Szykujemy się na każdą ewentualność, ale nie zakładamy, że nasza rywalizacja zakończy się serią jedenastek, bo karne są też w meczach i właśnie w pierwszej konfrontacji wykorzystał go Marcus. Mamy oczywiście plan na to spotkanie, bo wiemy, czego się można po rywalach spodziewać. Znamy ich silne strony, a należą do nich stałe fragmenty. Przeciwnicy mają przygotowanych wiele wariantów i są w tym elemencie niezwykle groźni. Często, jak to miało miejsce chociażby w Gdyni, strzelają z nich gole. A w ostatnim wygranym 2:1 spotkaniu z Randers gospodarze zdobyli bramki po wrzucie z autu i rzucie rożnym - zaznaczył.

Za atut rywali 45-letni szkoleniowiec uznaje jednak nie tylko stałe fragmenty. Zalicza do nich również budżet oraz zdecydowanie większe międzynarodowe obycie.

- Budżet FC Midtjylland wynosi 20 milionów euro, a my nie mamy tego w złotówkach. Ich zawodnicy mają do dyspozycji 19 boisk, a my jedno, bo na główne wchodzimy raz w tygodniu i to na 40 minut. Oczywiście, że miliony nie grają, ale ułatwiają pracę, bo pozwalają zatrudnić lepszych piłkarzy, większy sztab, zapewniają lepszą organizację, odnową biologiczną i wiele innych rzeczy. Poza tym rywale regularnie występują w pucharowych rozgrywkach, natomiast Arka gra w nich drugi raz i to w dodatku po 38 latach przerwy - zauważył.

Zdobywcy Pucharu Polski polecieli na mecz w środę o godzinie 11 samolotem czarterowym. Do Danii udało się 20 zawodników, z których w czwartek wyłoniona zostanie meczowa osiemnastka. Spotkanie w Herning rozpocznie się o godzinie 20.30. W Gdyni zostali piłkarze mający zaległości treningowe jak Antoni Łukasiewicz i Luka Zarandia oraz kontuzjowany Michał Żebrakowski.

- W porównaniu do niedzielnego meczu z Wisłą Płock planuję jakieś zmiany w składzie. Żałuję tylko, że nie mieliśmy czasu na spokojne przygotowanie do czwartkowej potyczki. Spotkanie goni spotkanie i do rewanżu przystąpimy z marszu. Duńczycy są niby w tej samej sytuacji, ale ich trener pracuje z nimi trzy lata i drużyna jest systematycznie budowana, a dla nas są to nowe rzeczy. Jest to jednak dla nas także wielka szansa i wyzwanie. Po pierwszym meczu zostaliśmy zauważeni i docenieni, zyskaliśmy szacunek, ale w czwartek chcemy zapracować na jeszcze większe uznanie - podsumował Ojrzyński.