- W pierwszych minutach było widać przestraszenie, bojaźliwość. Najbardziej przykre jest to, że to my sobie strzeliliśmy bramkę. Mając bowiem piłkę na 30. metrze zrobiliśmy złe podanie w bok i rywal ją przejął. Jednak gdy emocje opadły potrafiliśmy zepchnąć drużynę z Gliwic na jego połowę - powiedział na pomeczowej konferencji prasowej opiekun dwukrotnych mistrzów Polski.

Szkoleniowiec wyjaśnił, że liczne zmiany w wyjściowym składzie były spowodowane zmęczeniem graczy po meczu ligowym z GKS Tychy. Podkreślił, że znowu jego gracze mogli liczyć na wsparcie fanów. Chociaż mecz był rozgrywany we wtorek, to przyszło ponad trzy tysięcy osób.

Jego podopieczni kończyli mecz w dziesięciu. Na kilka minut przed końcem spotkania (już przy wyniku 0:2) bramkarz Tomasz Libera ratował - poza polem karnym - zespół od utraty gola. Zagrał jednak piłkę ręką i musiał opuścić plac gry.

Trener Piasta Dariusz Wdowczyk chwalił po meczu pierwszoligowca: - Graliśmy dziś z trudnym rywalem - powiedział. Dodał, że ta runda PP jest trudna dla wszystkich zespołów ekstraklasowych ze względów psychologicznych, bowiem mają one - jak się wyraził - "wiele do stracenia, niewiele do zyskania".