O "The Tall Ships' Races" słów kilka

"The Tall Ships' Races", znane dawniej jako "Cutty Sark Tall Ships' Races", to najbardziej popularny zlot żaglowców, połączony zazwyczaj z regatami oraz imprezami okolicznościowymi, którego głównym celem jest propagowanie idei wychowania młodzieży na pokładach największych jednostek świata. Pierwsza nieoficjalna jeszcze edycja imprezy zorganizowana została w 1938 roku przez Arnolda Schumbarga. Jak się okazało inicjatywa przetrwała czasy II wojny światowej i regaty zorganizowane zostały ponownie w 1956 roku.

Od tego czasu zloty odbywały się co rok, z wyjątkiem największych żaglowców, które początkowo spotykały się co dwa lata. W 1989 roku do udziału w regatach zgłosiła się jednak rekordowa liczba 111 jednostek, w związku z czym podjęto decyzję o organizowaniu imprezy rokrocznie. Za każdym razem gospodarzem finału jest inny port i inne państwo. Trasa regat wiedzie zaś przez różne kraje i porty, aż do finałowego, którym w tym roku, po raz trzeci w historii imprezy, jest Szczecin (wcześniej miasto organizowało finały w 2007 oraz 2013 roku).

W regatach biorą udział cztery kategorie jednostek:

Klasa "A" - w tej kategorii występują największe żaglowce o długości kadłuba powyżej 40 metrów. W tym roku polską banderę w klasie "A" reprezentowały: STS Dar Młodzieży (fregata), STS Fryderyk Chopin (bryg), a także STS Pogoria (barkentyna).

Klasa "B" - żaglowce średniej wielkości o tradycyjnym ożaglowaniu. Reprezentację "Biało-Czerwonych" w tej klasie stanowiły: STS Generał Zaruski (kecz), S/Y Baltic Star (kuter), STS Kapitan Borchardt (szkuner gaflowy), S/Y Zawisza Czarny (szkuner sztakslowy).

Klasa "C" - jachty morskie ze spinakerem (duży wypukły żagiel przedni, noszony przy kursach z wiatrem)

Klasa "D" - jachty morskie bez spinakera.

Regaty podzielone są na odcinki, między którymi istnieje możliwość mieszania się załóg, w czym chętnie uczestniczą młodzi ludzie. Młodzież w wieku 16-25 lat stanowić zaś musi minimum połowę załogi każdej z jednostek.

Przebieg tegorocznych regat

W tym roku uczestnicy regat rywalizowali ze sobą na Morzu Bałtyckim, a trasa podzielona została na trzy odcinki. Pierwszy przebiegał między Halmstad w Szwecji a Kotką w Finlandii, drugi między Turku (Finlandia) a Kłajpedą (Litwa), a ostatni między Kłajpedą a Szczecinem.

Polskie jednostki zaprezentowały świetny poziom. Triumfator z 2012 roku STS Fryderyk Chopin w ostatnim etapie uplasował się na wysokim trzecim miejscu w klasie "A". Pierwsze zajął "najmniejszy wśród największych" - brytyjski bryg TS Royalist, który był również najszybszy na pierwszym odcinku, a drugi ukończył tuż za szwedzkim brygiem Tre Kronor Af Stockholm.

W klasie "B" przez dwa pierwsze odcinki dzielił i rządził STS Kapitan Borchardt, jednak na ostatnim dystansie musiał uznać wyższość fińskiego szkunera Helena. Warto zaznaczyć, że nie zawsze pierwsza jednostka, której uda się jako pierwszej przepłynąć linię mety zostaje zwyciężczynią. Jest tak z tego względu, że związek Sail Training International stosuje specjalne przeliczniki, biorące pod uwagę długość, wiek, rodzaj takielunku, a także powierzchnię ożaglowania żaglowców, co ma na celu wyrównanie szans statków o różnych parametrach.

Kapitan Borchardt na metę dopłynął więc 11., jednak jako najstarszy statek (1918) posiadał najlepszy przelicznik, co w rezultacie pozwoliło mu dwukrotnie triumfować. Być może prowadzonej przez kapitana Wojciecha Zientarę jednostce udałoby się zdobyć "żeglarskiego hat-tricka", ale trzeci etap został nagle skrócony ze względu na niekorzystne prognozy pogodowe.

- Flota uczestniczących jednostek bardzo nam się rozciągnęła. Podczas gdy czołówce do linii mety postało zaledwie kilka godzin, statki z tyłu stawki do przepłynięcia miały nawet 150 mil. Prognozy meteorologiczne na kolejne dni przewidywały wzmagające się, niekorzystne wiatry z południowego zachodu, dlatego skróciliśmy regaty, tak by wszystkie żaglowce były w stanie dotrzeć do Szczecina najpóźniej w południe 5 sierpnia - poinformował 3 sierpnia dyrektor regat Mike Bowles z Sail Training International.

"Zawias" i "Borchardt", czyli o jednostkach w cieniu "Chopina" i "Daru Młodzieży"

Jako największe perły wśród polskich żaglowców z reguły wymienia się te największe - Fryderyka Chopina oraz Dar Młodzieży. Tymczasem w klasie "B" również pływają jednostki o pięknej i bogatej historii, często łączącej w sobie takie wartości jak patriotyzm i odwaga.

Z pewnością ma to miejsce w przypadku Zawiszy Czarnego, który jest już drugą jednostką noszącą przydomek legendarnego rycerza z Garbowa. Pierwszym był zakupiony w całości ze składek społecznych w 1934 roku, w Danii, drewniany szkuner szwedzkiej produkcji "Petrea", który miał służyć Związkowi Harcerstwa Polskiego jako statek szkolny. Zawisza Czarny I był wówczas największym "skautowym" żaglowcem na świecie i wzbudzał podziw nawet w Anglii - kolebce skautingu. Jego pierwszym kapitanem został Mariusz Zaruski, założyciel Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz popularyzator wychowania młodzieży na morzu. Jego rządy na pokładzie pierwszego "Zawiasa" trwały jednak zaledwie pięć lat.

II wojna światowa zastała żaglowiec w Polsce, gdyż będący również generałem brygady WP Zaruski celowo zwlekał z wyruszeniem w zaplanowany na sierpień 1939 roku rejs, gdyż zdawał sobie sprawę z widma ciążącego wówczas nad ojczyzną. Pomimo możliwości uratowania siebie, załogi i statku, wierny swoim zasadom, nie opuścił jej w potrzebie w najczarniejszej z chwil. W rezultacie został aresztowany we Lwowie przez NKWD i dwa lata później zapadłszy na cholerę zmarł w więzieniu w Chersoniu.

Żaglowiec został zaś skonfiskowany przez Kriegsmarine, które zmieniło jego nazwę na "Schwarzer Husar" i do 1943 roku szkoliło na jego pokładzie młodzież z Hitlerjugend. Później został on porzucony przez Niemców i wyniszczał do tego stopnia, że gdy po wojnie Polacy odnaleźli go, to nie nadawał się już do remontu. W związku z tym został w 1949 roku odholowany na wody Zatoki Puckiej, a następnie zatopiony.

Drugiego Zawiszę Czarnego harcerze zakupili w 1961 roku, a zwodowano go dzięwięć lat wcześniej jako statek rybacki (lugotrawler) o nazwie "Cietrzew". "Uśmiech losu" stanowi fakt, że w trakcie przebudowy statku, w jego maszynowni zamontowano silnik z 1942 roku,  podobny do tych jakie montowano dawniej w U-Bootach II i III generacji! W trakcie "Bitwy o Atlantyk" (1939-1945) pływały już jednak U-Booty VI, VII oraz VIII generacji, więc wątpliwe jest, aby model zainstalowany na Zawiszy miał jakikolwiek związek z Kriegsmarine. W 1942 roku Niemcy budowali już bowiem łodzie podwodne VII generacji...

Faktem jest jednak, że gdy Zawisza wpłynął niegdyś do portu w Kilonii z awarią motoru, to starsi wiekiem pracownicy fabryki morskich silników diesla "MaK" (Maschinenbau Kiel) byli tak wzruszeni widokiem maszyny, że naprawy dokonali za darmo, a załogę wyposażyli w fabryczne uniformy. Istnieje również legenda, że części potrzebne do naprawy silnika zostały wyjęte z muzealnej gabloty, jednak z powodu niedostatecznej liczby dowodów należy włożyć ją raczej między bajki.

Hołdowanie wartościom przypisywanym rycerzowi z Garbowa "Zawiszacy" udowodnili również w 1984 roku podczas, a jakżeby inaczej, The Tall Ships' Races. Wówczas w rejonie Bermudów sygnał SOS wysłał tonący angielski bark Marques. W silnym szkwale, gdy wszystkie biorące udział w regatach jednostki walczyły o życie, prowadzący Zawiszę Czarnego kapitan Jan Sauer zdecydował się ruszyć na ratunek. W rezultacie polska załoga, ryzykując życie, zdołała uratować dziewięć osób (życie zachowali głównie ci, którzy wyposażeni w noże marynarskie byli w stanie odciąć się od takielunku tonącego statku) spośród dwudziestoośmioosobowej załogi Marquesa. Wyciągnięto również parę ciał, które zostały następnie owinięte w prześcieradła i przywiązane do masztów. Po tej heroicznej akcji ratunkowej ludność Bermudów witała "Zawiszaków" niczym bohaterów.   
        
Drugim żaglowcem o bogatej historii jest Kapitan Borchardt - trzymasztowy szkuner gaflowy o długości całkowitej 45 metrów, z portem macierzystym w Szczecinie. To najstarszy pozostający w służbie polskiej żaglowiec. Powstał w 1918 roku w Holandii jako żaglowy statek towarowy o nazwie Nora. Pod polską banderą i obecnym imieniem pływa od 2011, a swoją nazwę zawdzięcza legendarnemu kapitanowi żeglugi wielkiej Karolowi Olgierdowi Borchardtowi, autorowi m.in. wydanej w 1960 roku, bestselerowej (pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów żeglarstwa!) książki pt. "Znaczy Kapitan".

Na przestrzeni wielu opowiadań, w barwny sposób, opisał w niej swoją pracę na żaglowcach STS Lwów oraz SV Dar Pomorza, statkach pasażerskich SS Polonia i MS Piłsudski, a także współpracę z kapitanem Mamertem Stankiewiczem. Borchardt przyznał później, że przed przystąpieniem do pisania książki zakupił poradnik w języku włoskim, w którym przeczytał, że: "książki należy pisać tak, żeby było ładnie i ciekawie"... Cóż, udało mu się!

Szczecin pożegnał najpiękniejsze i najdostojniejsze żaglowce świata

Ósmego sierpnia żaglowce opuściły szczeciński port, kończąc tegoroczne regaty. Wcześniej przez pięć dni załoganci oraz ci, którzy po prostu przyjechali na ten czas do Szczecina uczestniczyli w atrakcjach przygotowanych przez miasto. Wśród nim znalazły się m.in. widowiskowa parada załóg, wesołe miasteczko, turnieje sportowe, a nawet koncert Andrei Bocelli'ego. W poniedziałek uczestnicy finału mogli za to liczyć na koncert, którego głównymi artystami była Kayah oraz C-Bool.

Pozostało nam zatem ze wzruszeniem pożegnać odpływające żaglowce, wierząc, że za parę lat będzie nam dane znów powitać je w jednym z polskich portów. Nie przesadzony jest bowiem Balzakowski ideał piękna, który zakłada, że najpiękniejsze rzeczy na ziemi to: "Piękna kobieta w tańcu, pełnej krwi rumak na wolności, a także fregata pod pełnymi żaglami".