27-letni zawodnik RKS Łódź we wtorek późnym wieczorem na drugiej pozycji - za reprezentantem Francji Pierre-Ambroise Bosse - ukończył finałową rywalizację na dystansie dwóch okrążeń. Nad Tamizą Kszczot powtórzył sukces sprzed dwóch lat z Pekinu, gdzie również wywalczył srebrny medal 15. edycji imprezy IAAF.

W ocenie Jaszczaka jego finałowy występ na MŚ w Londynie był "mądry taktycznie", choć szkoleniowiec nie ukrywał, że była w nim szansa na końcowy triumf.

- W Londynie był to bardzo szybki bieg, jak na finał. Widać było, że niektórzy w nim "przedobrzyli" zaczynając dość mocno. Adam zaś rozegrał to dobrze taktycznie, trzymając się z tyłu, ale mam wrażenie, że trochę za późno rozpoczął swój atak z dalekiej pozycji. Ruszył ok. 120 metrów przed metą i można zastanawiać się, co by się stało, gdyby zaatakował trochę wcześniej – powiedział.

Jednocześnie zwrócił uwagę, że był to najszybszy bieg łódzkiego lekkoatlety w tym sezonie (1.44,95). - To pokazuje, że poszedł na sto procent. Ten medal jest dla Kszczota kolejną nagrodą za podejście do sportu, pracę i dążenie do celu - dodał.

- Adam to ścisły umysł, który wiele rzeczy w sporcie i życiu ma perfekcyjnie zaplanowane. Zawsze wiedział, czego chce i potrafił o to walczyć. W całej jego karierze i tym sukcesie nie ma przypadku – podsumował szkoleniowiec Rudzkiego Klubu Sportowego.

Jak podkreślił, dwukrotny wicemistrz świata to tytan pracy i wzór do naśladowania dla innych.

- Nigdy nie miał problemów z pogodzeniem nauki z treningami. Od początku był bardzo operatywny i samodzielny. Nie czekał aż mu ktoś coś da, czy załatwi, tylko działał sam - idąc na badania, czy załatwiając sponsora przez rodzinę. To obrazuje jego charakter i profesjonalne podejście do sportu.

Wychowanka nazwał "ukrytym talentem", bo jak wyjaśnił dość późno rozpoczął on regularne treningi biegowe. Kszczot zaczynał bowiem w LKS Mniszków, ale dopiero w liceum trafił do RKS i na poważnie zajął się sportem.

- Wtedy, w wieku 16 lat, przekonał się, że bieganie może być dla niego sposobem na życie. Ale już wówczas interesowało go tylko bycie w czołówce swojej konkurencji. Szybko nadrobił zaległości i zaczął odnosić sukcesy. Talent poparł jednak dużą pracą, bo bez obu tych rzeczy nie byłby dziś wicemistrzem świata – tłumaczył.

Jaszczak prowadził Kszczota od 2005 roku do igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku. Pod jego opieką średniodystansowiec m.in. dwukrotnie wywalczył tytuł młodzieżowego mistrza Europy oraz zdobywał seniorskie medale halowych mistrzostw świata i Europy (m.in. złoto w Paryżu 2012) oraz mistrzostw Starego Kontynentu na stadionie. Od 2012 roku trenerem Kszczota jest Zbigniew Król.