Zawodnik Warszawianki w pierwszej próbie miał 81,79 m, a kwalifikacyjną odległością było 83 m. Tę przekroczyło trzynastu zawodników.

 

„Pierwszy rzut był na zaliczenie. Myślałem, że poleci trochę dalej, ale nie udało się. W drugim podejściu chciałem po prostu pójść na maksa. Pomyślałem, że teraz trzeba z 85 metrów przyładować, ale niestety za bardzo się podpaliłem i słabo wyszło. W ostatniej próbie nastawiłem się na technicznie poprawny rzut, żeby ręką trafić w oszczep i by nie robił żadnych wariacji w powietrzu” – opisywał lekkoatleta, trenujący ze swoim ojcem Michałem.

 

Krukowski w tym sezonie po raz pierwszy mógł pozwolić sobie na trzy zgrupowania klimatyczne. To dało mu nie tylko spore możliwości, ale i znaczną poprawę wyników. W mistrzostwach Polski wynikiem 88,09 poprawił rekord Polski.

 

„Dużo pracowałem nad rozbiegiem. By był rytmiczny i do końca szybki. Bez zmiany rytmu, bez przyspieszania, zwalniania. Ale progres w tym roku wziął się z liczby rzutów na powietrzu, a nie w siatkę w hali. Zazwyczaj było tak, że cały świat w kwietniu miał już oddanych ok. 5000 prób na stadionie, a ja miałem ich wtedy… dziesięć. Nie było w Polsce pogody do tego. Doszło nawet do przetrenowania, bo chciałem za dużo zrobić. Poniosłem za to karę, bo przez miesiąc rzucałem po 74–75 m, ale wyszedłem z tego i myślę, że teraz będzie dobrze” - powiedział.

 

Na finał plan jest prosty. Krukowski chce wyjść i w pierwszej próbie uzyskać powyżej 83 m. W każdej kolejnej chce się poprawiać.

 

„Z każdego wyniku powyżej 86 metrów będę zadowolony. Jak poprawiłem rekord Polski, to przyszła i pewność, że jestem w stanie tak daleko rzucać. Bardzo ważne jest też, że udało się złapać jakąś regularność” – przyznał.

 

Dlatego też trudno będzie mu siebie zaskoczyć. Zapewnia, że nie ma w sobie żadnej bariery. „Zdziwię się, gdybym rzucił 93 metry. To byłoby już coś” – podkreślił.

 

Jego zdaniem wynik w okolicach 88 metrów może dać już brązowy medal, a tyle w tym sezonie przecież uzyskał. Tym bardziej – jak zaznaczył – najważniejszy dla niego jest tartan, który w Londynie wszyscy chwalą.

 

„Nie jest miękki i szybko się biega. Nie jest miękki, nie odsuwa się noga blokująca. Super stadion i fajne wyniki będą w finale” – uważa Krukowski.

 

A w rozgrywce o medale chciałby zamówić… jak najgorszą pogodę. „Bo wtedy wszystko się może wydarzyć. 88 metrów rzuciłem w deszczu, dlatego mam nadzieję, że w sobotę będzie gradobicie”.