Widzew rozpoczął obecny sezon od falstartu – wyjazdowej porażki 1:2 z Victorią Sulejówek. W meczu drugiej kolejki łodzian poprowadził były selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda. Wraz z powrotem byłego trenera, wróciły wspomnienia złotych lat Widzewa, który pod wodzą Smudy sięgnął w latach dziewięćdziesiątych po dwa tytuły mistrza Polski, a w sezonie 1996/97 grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Słynny trener Widzew prowadził dotychczas czterokrotnie, po raz ostatni w 2004 roku.

 

Piłkarze dostroili się do nastroju na trybunach (mecz śledziło aż 15 300 kibiców!) i w pierwszym meczu pod wodzą Smudy pokonali Świt Nowy Dwór Mazowiecki 2:0. Zwycięstwo nie przyszło łodzianom łatwo. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Mateusz Michalski dopiero w 69. minucie, a rywali dobił Daniel Mąka, który po indywidualnej akcji w 78. minucie ustalił wynik tej konfrontacji.

 

– Był to pierwszy mój mecz w trzeciej lidze. Nigdy nie prowadziłem trzecioligowego zespołu. Wiadomo, każdy z zewnątrz, kiedy widzi otoczkę wokół Widzewa może powiedzieć, że jest to poziom ekstraklasowy. My jednak jesteśmy jeszcze w trzeciej lidze. Trzeba zrobić wszystko, aby powalczyć o ten awans. Po tych trzech dniach, zespół zrobił na mnie dobre wrażenie. Są to młodzi chłopcy, trzeba mieć do nich cierpliwość. Mają jednak chęci do gry, wielu jest dobrze wyszkolonych technicznie. Można coś z tego zespołu skleić – powiedział Smuda na pomeczowej konferencji.

 

Widzew Łódź – Świt Nowy Dwór Mazowiecki 2:0 (0:0)

 

Bramki: 1:0 Mateusz Michalski ('69), 2:0 Daniel Mąka ('78).