27-letni Carlitos trafił do Wisły Kraków latem tego roku z występujących w trzeciej lidze hiszpańskiej rezerw Villarreal CF. Od razu stał się kluczową postacią w zespole. W pięciu meczach zdobył już cztery bramki i zaliczył jedną asystę. To dzięki jego trafieniom w końcówce meczu z Cracovią kibice „Białej Gwiazdy” mogli się cieszyć z wygranej w derbach. - Chciałbym rozgrywać więcej meczów. Te dwa gole były bardzo ważne, ale przyczyniła się do nich cała nasza drużyna, nie tylko ja strzelam bramki, robi to cały zespół – powiedział Carlitos.

Sobotni mecz długo układał się po myśli Cracovii, która od 26. minuty prowadziła 1:0 po bramce zdobytej przez Krzysztofa Piątka. Dopiero trafienie Carlitosa na dziesięć minut przed końcem odmieniło losy spotkania. Skuteczny strzał na bramkę „Pasów” poprzedziła indywidualna akcja Hiszpana, który otoczony przez kilku piłkarzy wdał się z nimi w szalony drybling.

- Dla mnie szaleństwem jest to, że ludzie zostawiają w domach swoje codzienne problemy i przychodzą na stadion nas oglądać i wspierają drużynę. To dodaje nam skrzydeł. To co zdarzyło się przy pierwszym golu było wspólnym szaleństwem - moim i kibiców. Trzeba im było coś pokazać, bo skoro pojawili się w takiej liczbie, to trzeba im było dać prezent. Bardzo podobała mi się atmosfera podczas tego spotkania. Chciałbym poprosić, żeby tak było co tydzień – dodał Carlitos.

Hiszpan, choć ma już na swoim koncie cztery gole, nie koncentruje się na rywalizacji o tytuł króla strzelców ekstraklasy.

- Strzelone gole już wymazałem z pamięci, one się nie liczą. Teraz czekam na następne spotkanie i na kolejne trafienia – stwierdził Carlitos, który swoje drugie trafienie celebrował efektownym saltem. - To był impuls radości, ale ja mam dość szeroki repertuar, jeżeli chodzi o cieszenie się po bramkach, więc myślę, że podczas sezonu jeszcze wam coś pokażę.

- Podobało się? – pytał dziennikarzy napastnik Wisły dedykując bramki zdobyte w derbach swoim najbliższym. - Mieszkam w Krakowie z moją dziewczyną, z nią spędzam większość czasu i jestem daleko od rodziny. Dziś byli jednak na stadionie moi rodzice i im też te bramki dedykuję – powiedział.

Wisła przeżywała w meczu z Cracovią trudne chwile, ale jak przed spotkaniem zapowiadał kapitan „Białej Gwiazdy” Arkadiusz Głowacki piłkarze nie mogli ani na chwilę stracić wiary w zwycięstwo.

- Rzeczywiście w żadnym momencie nie mogło zabraknąć nam nadziei, bo gdy jej nie ma, to przegrywa się mecz. Czy rywal strzela jednego, dwa czy trzy gole – trzeba dalej walczyć. Tak jak mówimy w Hiszpanii - byk kończy się na ogonie – podsumował napastnik.